Grzegorz Braun i Ewa Stankiewicz o ekshumacji ciała ś.p. Anny Walentynowicz


braun_stankiewicz

Anna Łabieniec: – Procedura ekshumacji ciała śp Anny Walentynowicz która rozpoczęła się w niedzielę na Cmentarzu „Srebrzysko” w Gdańsku jest dokonywana na wniosek Prokuratury Wojskowej, ale tak naprawdę wcześniej wnioskowali o nią bliscy zmarłej. Dlaczego prokuratura wyraziła na nią zgodę, a nawet przejęła dokonując jej z urzędu, skoro w innych przypadkach czyni trudności?

Grzegorz Braun: – Janusz i Piotr Walentynowiczowie, dwaj dzielni Polacy zdecydowali się na udrękę fizyczną i psychiczną (nie  ma w tym żadnej przesady, bo proces który zaczął się w nocy z niedzieli na poniedziałek trwa i nie wiadomo kiedy się zakończy) gdyż mieli poważne wątpliwości, czy w grobie rodzinnym spoczywa ciało ich matki i babci. Poprzez swego pełnomocnika mecenasa Stefana Hamburę  doprowadzili do rozpoczęcia procedury ekshumacyjnej. Ich wniosek został przejęty przez Prokuraturę Wojskową, która dopuściła się wcześniej licznych zaniechań, być może o o charakterze przestępczym i jak przypuszczam, zorientowała się, że dalsze wzbranianie się przed ekshumacją będzie trudne i nie da się tej sprawy zamieść pod dywan –  zastosowała „ucieczkę do przodu” wszczęła procedurę w swoim imieniu. To pozwoliło przejąć jej kontrolę nad tym procesem i odrzucić wszystkie logiczne i sensowne wnioski złożone w imieniu rodziny np. o dopuszczenie niezależnych ekspertów, którzy zwiększyliby zaufanie co do wyników badań. Przejmując ekshumację prokuratura uniemożliwiła też udział ekipy, która miała rejestrować to wydarzenie.

A.Ł. – Oglądając przebieg wydarzeń z obydwu cmentarzy: warszawskiego i gdańskiego, w opublikowanych  w internecie migawkach filmowych, ma się wrażenie, że powróciły najgorsze czasy PRL-owskie.
Co tak naprawdę się tam wydarzyło?

G.B. – Służby i urzędy państwowe, zrobiły wszystko, żeby ta procedura ekshumacyjna i płynące z niej dowody i wnioski znalazły się poza polem widzenia opinii publicznej. Wiadomo już jaki jest wynik – syn i wnuk Anny Walentynowicz  publicznie oznajmili, że nie rozpoznają swojej matki i babki w zwłokach, które zostały im pokazane, a które dwa lata spoczywały w rodzinnym grobie. Niniejszym potwierdziły się najgorsze obawy i stały się faktem: na skutek perfidnych działań służb i urzędów rosyjskich i polskojęzycznych post PRL-owskich doszło to tej strasznej pomyłki – śp. Anna Walentynowicz znajduje się nie wiadomo gdzie, a w jej grobie była inna osoba. Nie mam dalszych informacji, czyje ciało tam spoczywało. Obrazu całości dopełnia fakt, że główne warszawskie programy informacyjne: 1. program TV i 1. program Polskiego Radia, nie podały do wiadomości tego faktu. Mówiono  o skandalu w szkole salezjańskiej, o trąbie ognistej, kopalni diamentów i pionierskim wszczepieniu macicy, natomiast nie wspomniano słowem o tym, co ujawniła  sekcja zwłok śp. Anny Walentynowicz przeprowadzona we Wrocławiu.

A.Ł. -Został Pan zatrzymany na cmentarzu i uwięziony w policyjnym samochodzie. Jak do tego doszło?

G.B. – Zostałem zatrzymany wraz z Ewą Stankiewicz na Cmentarzu Powązkowskim, ponieważ starałem się zbliżyć (w niczym nie zakłócałem procedury) i  udokumentować ekshumację. Dla mnie zakończyło się to dwugodzinnym pozbawieniem wolności  w policyjnej suce – jak się mówiło za dawnych czasów. Policjanci usiłowali wywieźć mnie z cmentarza, co uniemożliwili ludzie zawiadomieni przez Ewę.

W tej chwili jestem w drodze z Warszawy do Wrocławia, bo za kilka godzin staję przed sądem, gdyż od 5 lat jestem sądzony za rzekomą czynną napaść fizyczną i werbalną na funkcjonariusza policji, o którą zostałem fałszywie oskarżony. Zobaczymy jak ta sytuacja się rozwinie.

A.Ł. – Była Pani obecna wraz z grupą dziennikarzy i osób trzymających wartę podczas ekshumacji na Powązkach. Policja próbowała wywieźć zatrzymanego Grzegorza Brauna. Rozgrywały się tam sceny jakby żywcem przeniesione z przeszłości. Jak Pani to skomentuje?

Ewa Stankiewicz: – Trudno znaleźć na to słowa – mam skojarzenia z najgorszymi sytuacjami w stanie wojennym, ale nawet wtedy nie miałam takiego poczucia bezsilności, złości na to, co się działo.  Na cmentarzu władza była niezwykle profesjonalna w zasłanianiu istoty rzeczy. Wystawiła żandarmów, których zabrakło wtedy, by ratować prezydenta, a teraz byli na cmentarzu, żeby zasłaniać opinii publicznej procedurę prowadzoną przez prokuraturę, która doprowadziła albo do skandalicznych zaniedbań, albo zacierała ślady.

A.Ł. – Czy dziennikarzom wyjaśniono, dlaczego nie wpuszczono ich na cmentarz? Podczas innych ekshumacji nie stosowano tak drastycznych środków…

E.S. – Nic nam nie wyjaśniano. Rozumiem, że stawia się namiot nad tym grobem, że jest to miejsce ogrodzone na kilkanaście metrów taśmą. Ale nie rozumiem, dlaczego prokuratura przejmuje jurysdykcję nad całym cmentarzem. Co ma do ukrycia? Dlaczego tam  nie można wejść, a jak ktoś wejdzie, to jest zatrzymany i wsadzony do radiowozu, tak jak Grzegorz Braun? Zatrzymali Grześka i kilkunastu innych dziennikarzy. Nas wyprowadzono z cmentarza, natomiast Grześka przytrzymali siłą i ja się bardzo tego obawiałam i dlatego ludzie zgromadzeni  przed bramą cmentarną nie pozwolili go wywieźć w tym policyjnym samochodzie. Grzesiek był przetrzymywany ponad dwie godziny. Potem po interwencji posłów Anny Fotygi i Antoniego Macierewicza  wypuścili go, ale może będą chcieli sprokurować kolejny proces oskarżając go.

W tej chwili już wiemy, że co do sześciu  ciał ofiar katastrofy jest wątpliwość czy zostały właściwie zidentyfikowane, a jeśli prokuratura mówi o wątpliwościach,  to uważam to za pewnik. Jeśli tyle jest ofiar  pochowanych nie tam gdzie trzeba, to proszę sobie wyobrazić, jaka jest skala tego bestialstwa, jakie wyrządzono ofiarom i ich rodzinom. Część ciał spalono, czyli możliwe jest, że ktoś chodzi na grób swego bliskiego, który nie jest tym bliskim, bo jego ciało zostało dawno spopielone podczas masowej kremacji. Nie jestem w stanie tego komentować.

A.Ł. – Dlaczego Prokuratura tak niechętnie zgadza się na ekshumację w przypadkach wątpliwych, skoro rodziny mają prawo tego żądać, podobnie jak udziału biegłego przez siebie wskazanego?

E.S. – Funkcjonariusze którzy mogą dopuścić lub nie dopuścić do ekshumacji, albo też  odmówić zezwolenia na udział w niej  prof. Badena nie są suwerennymi polskimi funkcjonariuszami. Po zamachu smoleńskim widać, że rządzą nami ludzie, którzy albo są szantażowani przez Rosjan, albo reprezentują rosyjskie interesy. Po zamachu (wiadomo, że były dwa wybuchy na pokładzie), albo przyjmiemy to do wiadomości i będziemy postępować adekwatnie do tej wiedzy, albo będziemy udawać, że ten Matrix jest realem. Oni nie dopuszczają tego lub tamtego, bo mają brudne ręce. To jest część aparatu opresji, który opanował Polskę. Póki nie nazwiemy tego po imieniu (wielu ludzie to przeczuwa), dopóki nie rozprawimy się z tymi gangsterami, oni nie oddadzą władzy. Oni wszelkimi sposobami, albo za pomocą swoich funkcjonariuszy w reżimowych mediach będą tak manipulowali ludźmi, żeby na nich głosowali, albo sfałszują wybory.

A.Ł. – Co w tej sytuacji powinni zrobić Polacy, którym zależy na suwerenności państwa?

E.S. – Organizować się. Organizować środki i struktury medialne. Trzeba robić to, co się robi, gdy jest zagrożony byt polskiego państwa. A jest zagrożony. Jeszcze rok, czy dwa lata temu może nie powiedziałbym tych słów, ale teraz musimy rozwiać tę zasłonę dymną, tę atrapę państwa, atrapę sądów, atrapę mediów, atrapę demokracji. To jest bardzo trudne, bo za czasów PRL-u wiedzieliśmy, że jesteśmy w reżimie, że jesteśmy kolonią Rosji. W tej chwili też jesteśmy, ale mamy atrapę demokracji i to wielu ludziom mydli oczy. Trzeba rozwiać to złudzenie i zacząć się przygotować do walki z reżimem i kolonią którą jesteśmy. Za komuny było takie ciśnienie, że ludzie stali dwa dni za papierem toaletowym, a w tej chwili bieda dotyczy tylko części społeczeństwa. Spora część jest syta, odnosi profity z reżimu i jest też wentyl bezpieczeństwa w postaci otwartych granic – ci którzy już nie wytrzymują, mogą wyjechać – zwłaszcza młodzi ludzie. Dlatego jest znacznie gorsza sytuacja, niż w stanie wojennym. Trzeba pełnej mobilizacji pod każdym względem – środków finansowych i fizycznych.

Rozmowę przeprowadziła Anna Łabieniec

[youtube:http:http://www.youtube.com/watch?v=EQ_AWfkCYNI&feature=player_embedded%5D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: