Konrad W. Tatarowski – Prawda już została ustalona i żadne fakty tego nie zmienią!


Refleksje po obejrzeniu „Smoleńska”.   

Obejrzałem „Smoleńsk” Antoniego Krauzego, w łódzkiej Manufakturze, w sobotę, 10 września o godzinie 16.00. Dodam, że jak na tę wczesną porę, nieduża sala projekcyjna była w znacznej części wypełniona. No i co z tego – zapyta czytelnik tego tekstu. Ano to chociażby, że mogę o swoich odczuciach po obejrzeniu tego filmu mówić i pisać. W odróżnieniu od opozycyjnych polityków, uczestników telewizyjnej dyskusji po premierze „Smoleńska” (posłanki z „Nowoczesnej” i posła z PO), którzy z rewolucyjnym żarem w oczach potępiali „Smoleńsk”, a równocześnie gorliwie zapewniali, że filmu nie obejrzeli i nie obejrzą.

No cóż, prawda już została ustalona i żadne fakty tego nie zmienią! Tak na wątpliwości podnoszone przez wiodącą postać filmu, dziennikarkę graną przez Beatę Fido, odpowiadał dyrektor redakcji informacyjnej dużej stacji telewizyjnej (znakomita rola Redbada Klijnstry). Politykom opozycyjnych partii, zaproszonym do pokazania się na szklanym ekranie odmówić było pewnie trudno. No bo w końcu: oglądalność zapewniona. I znaleźli się w pułapce; pójść nie wypada, bo salonowe towarzystwo na takie filmy nie chodzi – a coś powiedzieć trzeba. No i mówili. W końcu – prawda już została ustalona.

W trudniejszej sytuacji znaleźli się recenzenci filmowi. Bo oni z zawodowego obowiązku, przed napisaniem tekstu film obejrzeć powinni. A taka na przykład „Gazeta Wyborcza” aż czterem z nich dała zajęcie. Godne zastanowienia! Zajrzałem do recenzji opublikowanych po premierze filmu w Internecie. Jednomyślność zaiste podziwu godna. Oto kilka ocen, wybranych z różnych tekstów, poświeconych „Smoleńskowi”: agitka polityczna… narzędzie politycznej rozgrywki przebrane za kino… wieje nudą od początku… nieudolne mieszanie zdjąć dokumentalnych i fabularnych… fatalna gra aktorów (najostrzejszej krytyce została podana odtwórczyni głównej roli). I na koniec cytat z recenzji, zdaje się że najbardziej opiniotwórczego w  „mainstreamowym” środowisku filmowców, Tomasza Raczka: ani informacji, ani emocji, bo tendencyjność narracji sparaliżowała wszelkie odczucia. Uff! Nie będę ciągnął tej wyliczanki. Co mnie najbardziej zdumiało, to nie to, że z filmu Krauzego próbuje się robić agitkę polityczną i narzędzie politycznej rozgrywki, ale zarzut, że „z ekranu wiało nudą”. Zaiste, recenzentka która to napisała musi być wyposażona w jakąś ponad ziemską wrażliwość!

I jeszcze jedna ciekawostka, związana nie tyle z samym filmem Krauzego, co ze sposobami jego dyskredytowania. W niedzielę, 11 września, dzień po obejrzeniu „Smoleńska”, na poświęconej mu internetowej stronie odnalazłem informację, że film został włączony na światowy portal IMDb (International Movie Data base) z klasyfikacją gatunkową „fantasy, adventure” i oceną 2 pkt. (w skali od 1 – 10). Dwa dni później, przed napisaniem tego felietonu wszedłem na stronę ponownie i na dole odnalazłem adnotację, że przy klasyfikacji filmu pojawiła się korekta. Obecnie zapisany jest w kategorii „drama”, ocena 2 pkt. nie zmieniła się. O czym to świadczy? Pewnie o tym, że polski współpracownik IMDb (kto? Nie mam pojęcia, mogę odpowiedzieć w stylu Kisiela: zgadnij, Koteczku), zgłaszając „Smoleńsk”, taką właśnie jego klasyfikację gatunkową zaproponował. I że później, jakiś odpowiedzialny pracownik portalu, film obejrzał i zorientował się, że jego tematem nie są wymyślone przez reżysera światy, a celem bawienie widza rozrywką i przygodą.

Jakie mam wrażenia po obejrzeniu filmu? Po pierwsze – na pewno nie jest to arcydzieło. Widać pewne pęknięcia realizacyjne, pośpiech i niekonsekwencje. Przynajmniej dwie sceny można by – moim zdaniem – z korzyścią dla całości wyeliminować. Myślę tu o dość migawkowej scenie erotycznej, po powrocie dziennikarki, prowadzącej sprawę katastrofy smoleńskiej, z Chicago. Ani w niej nie ma erotyzmu, ani uzasadnienia w fabule. A także o stanowczo zbyt natrętniej i „duszo sczypatielnej” przedostatniej scenie filmu, kiedy to ofiary smoleńskiego zamachu witają się w zaświatach z ofiarami zbrodni katyńskiej.

Po drugie zaś –  wychodziłem z kina pełen podziwu dla odwagi i bezkompromisowości wybitnego reżysera, który z żelazną konsekwencją uzasadnił tezę, że katastrof smoleńska była rezultatem precyzyjnie zrealizowanego spisku, przygotowanego na szczytach władzy w Polsce i Rosji. Czy jest ona zgodna z rzeczywistością? Tego nie wiem, ale z pewnością jest to teza spójna, nie sięgająca do sprzecznych ze zdrowy rozsądkiem uzasadnień, jak „pancerna brzoza” odrywająca kawałek skrzydła potężnego Tupolewa i powodująca rozpad samolotu na kilkaset części. Czy jest udowodniona? Nie jest, ale twórca filmu fabularnego może – i zapewne powinien – iść za głosem własnego sumienia i twórczej wyobraźni.

No cóż, odwaga cywilna i intelektualna uczciwość nie są dziś cenione. Pojęcie prawdy staje się czymś abstrakcyjnym i pragmatycznym. Zamiast tego zadaje się pytania: czemu to służy i kto za tym stoi? Taki obraz środowisk politycznych i dziennikarskich mocną kreską zarysowany jest w filmie Krauzego. Ale.. żeby nie kończyć tak ponuro. „Smoleńsk” już po pierwszych dniach od wejścia na ekrany przyciąga widzów, szybko stał się liderem wśród najczęściej oglądanych filmów. Może zatem jednak nie wieje z niego nudą i propagandowym natręctwem?

Konrad W. Tatarowski

.

O autorze:

Screenshot 2015-05-25 09.28.17

KONRAD TATAROWSKI

Medioznawca i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego,
wieloletni dziennikarz Radia Wolna Europa.
 Recenzja po raz pierwszy ukazała się tutaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: