Marek Baterowicz – Crash a sprawa polska


Tragiczne sprawy smoleńskie wróciły do nas podczas prezentacji technicznych ustaleń dr Grzegorza Szuladzińskiego, a dotyczących katastrofy Tupolewa. Jego prelekcja, a był to właściwie wykład z ilustracjami na ekranie, przedstawiał „ Some technical and structural aspects of the Smolensk plane crash”. W audytorium Klubu Polskiego w Ashfield ( 13 maja br), wypełnionym po brzegi, zgromadzeni usłyszeli rzeczową, beznamiętną analizę tragedii, która dwa lata temu wstrząsnęła Polską i Polakami rozsianymi po świecie. Dr Szuladziński uzyskał stopień magistra inżyniera w Warszawie ( w 1965 r.), a tytuł doktora na University of Southern California ( w 1973 r.). Obecnie jest też niezależnym technicznym doradcą parlamentarnego zespołu Antoniego Macierewicza, który bada przyczyny smoleńskiej katastrofy.

Mimo czasem skomplikowanych problemów i wyliczeń prelegent potrafił w przystępny sposób nakreślić okoliczności tragedii. Zwrócił też uwagę na niepojęte zaniedbania w zakresie sekcji zwłok. Naczelną kwestią stało się wyjaśnienie ogromu zniszczeń samolotu oraz rozrzucenie na dużej przestrzeni jego kawałków, a także rozszarpanych ciał. O tych aspektach – jakże niewygodnych dla Rosjan, a również dla polskiej strony rządowej – milczą raporty Anodiny i Millera. Tymczasem te właśnie aspekty dowodzą niezbicie, że taki stan rzeczy nie mógł być wynikiem jakiejś „mgły” czy „błędu pilota”, natomiast nieubłaganie wskazuje na eksplozję, która poprzedziła upadek maszyny. Jedynie eksplozja – zdaniem prelegenta – mogła spowodować rozrzucenie na tak rozległej przestrzeni części samolotu oraz zwłok pasażerów, w większości rozerwanych na strzępy.

Ten suchy wniosek kilkakrotnie powracał w prelekcji, poparty obrazami z miejsca katastrofy oraz technicznymi ustaleniami. Można tu dodać, że wniosek ten nasuwa tez sama logika, dlatego na tych łamach już kilkakrotnie pisałem o eksplozji zwracając uwagę, że smoleński crash przypomina miejsce w Lockerbie, gdzie właśnie po wybuchu bomby w Boeingu 747 w 1988 leżały na ziemi rozrzucone szczątki samolotu ( felieton „Drugi Gibraltar i Katyń”, 21 kwietnia 2010 ). Także w felietonie „Awaria państwa” ( 19 maja 2010 ) pisałem: „Samolot rozpadł się na drobne kawałki prawdopodobnie wskutek eksplozji bomby, albowiem spadając z wysokości drzew nie powinien był ulec aż takiej dewastacji, jego solidny kadłub mógłby pęknąć, zaś połowa pasażerów miała szanse przeżycia tego wstrząsu”. O eksplozji pisałem jeszcze w „Przekleństwie Katynia” ( TP,15 września 2010) czy w „Skrzydlatej broni Kremla” ( TP, 17 listopada 2010 ) i oto moje oceny ( a nie jestem inżynierem!) potwierdził specjalista z zakresu nauk technicznych. Dr Szuladziński mówił też o eksplozji ( sugerując nawet dwie – jedną wewnątrz Tupolewa, gdy druga zniszczyła lewe skrzydło ), podkreślił też że samolot nie miał prawa rozpaść się na tyle kawałków spadając na dość miękkie podłoże i przy prędkości zaledwie 270 km/h. Niedawna katastrofa rosyjskiego samolotu na Indonezji przy szybkości 800 km/h i przy zderzeniu z twardym terenem jest tu nieporównywalna, choć ktoś z sali zadał takie pytanie. Ktoś inny wśród zebranych na sali szukał zabawnej analogii z katastrofą…”Titanica” (!), tak jakby zderzenie z górą lodową mogło być porównywalne z zahaczeniem o brzozę, jeśli w ogóle miało ono miejsce, bo nowe ustalenia to wykluczają. Jednakże nawet wtedy owa brzoza nie była w stanie złamać skrzydła, to raczej ona powinna być ścięta podług praw fizyki. Natomiast kolizja „Titanica” z górą lodową musiała spowodować tragiczne w konsekwencjach uszkodzenie okrętu, co dostrzegają nawet umysły humanistów a nie tylko inżynierów. Ktoś inny jeszcze irytował się na zespół śledczy Macierewicza, a inny pan próbował zarzucić dr Szuladzińskiemu szerzenie…teorii spiskowej! Tymczasem wytłumaczenie okoliczności katastrofy od strony technicznej nie jest czymś takim, a zresztą dowodem spisku i zamachu jest sam sposób prowadzenia oficjalnego śledztwa. Gdyby Rosjanie mieli czyste sumienie już dawno oddaliby wrak samolotu i czarne skrzynki! A oddanie śledztwa w łapki Anodiny też daje do myślenia i stawia znak zapytania co do roli naszego premiera.

Nagromadzenie fałszywych tropów w raportach Anodiny i Millera w ostateczności nie ukryje prawdy, która wychodzi nieubłaganie na światło dzienne. A jeśli o świadomym dezorientowaniu polskich pilotów z wieży kontrolnej lotniska wspominają nawet pewne słowa z raportu Millera, to jakże prokuratura może wykluczyć hipotezę zamachu?

Trzeba jednak dodać, że poza dwoma głosami nikt nie podważał właśnie możliwości zamachu, a tego dnia w polskim klubie zebrała się licznie Polonia. W nabitym po brzegi audytorium panował wyraźnie nastrój aprobaty dla ustaleń dr Szuladzińskiego, który ujął nas też prostotą i skromnością swoich enuncjacji.

Pozostaje bolesna – jak cierń – kwestia uczczenia pamięci ofiar smoleńskiej hekatomby. Trudno uwierzyć, że w środku Europy i w kraju rzekomo demokratycznym nie da się postawić w naszej stolicy pomnika dla zabitych w Tupolewie! Był za to projekt pomnika dla najeźdców z roku 1920, jest projekt odnowienia warszawskiego pomnika czerwonoarmiejców niby „wyzwalających” Polskę, odnawia się pomnik gen. Świerczewskiego… Fala tego obłędu podpowiada nam, że chyba nadal Polacy żyją w PRL-u, a nie w III RP jak się to przedstawia po 1989 roku. A nawet w byłym ZSRR można było uczcić ofiary terroru Stalina, ofiary Kołymy. W r.1996 na jednym ze wzgórz Magadanu odsłonięto wielka rzeźbę tzw. Maskę Żalu ( Maska Skorbi), ma ona 15 metrów wysokości obejmując 50 metrów sześciennych przestrzeni. Widzimy tam twarz mężczyzny z przewodnim motywem krzyża, również na przedniej fasadzie umieszczone są mniejsze maski, a z ich lewego oka wypływają łzy. Oko prawe jest zakratowane. Dalej w głębi widać ukrzyżowaną postać bez głowy, a poniżej klęczy płacząca młoda kobieta, zakrywając twarz dłońmi. A pośrodku tej przestrzennej rzeźby odtworzono celę więzienną z czasów stalinowskich, a wokół leżą kamienie z nazwiskami wielu więźniów Kołymy, są też wymienione religie zesłańców. W ubiegłym roku nawet prezydent Miedwiediew złożył kwiaty pod tą Maską Żalu, a w Warszawie kwiaty dla ofiar smoleńskiej „katastrofy” usuwano tak jakby w III RP dalej trwał totalitarny reżim peerelowski. W dalekim Magadanie można upamiętnić zamęczonych zesłańców, a w stolicy Polski rząd boi się krzyża! Zapomniano już, że to pod znakiem krzyża wznoszono zręby polskiego państwa…A może też rząd Tuska boi się panicznie „półdzikich Płazów z Oceanu Spokojnego”, o których kiedyś pisał Karel Capek w „Inwazji jaszczurów” ? A ileż owych płazów trzęsie jeszcze III RP ?

Liczne protesty Polonii podczas niedawnej wizyty Tuska w Kanadzie, dokąd premiera zawiódł chyba nadmiar optymizmu, wskazują, że nie cieszy się on szacunkiem na świecie, a także w Polsce, gdzie mnożą się protesty przeciwko jego polityce – jak długo uda mu się płynąć na fali jego układów i naiwnych wyborców ?

Z pewnością chciałby jeszcze przetrwać futbolowe mistrzostwa Europy, bo piłka nożna jest mu bliższa sercu niż sama Polska – co do tego nie ma już wątpliwości! A jednak smoleński „crash” kryje ziarno, które dojrzewa niosąc zapowiedź „crash’u” jego rządu.

Marek Baterowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: