Bilet w jedną stronę? – o rządowym planie likwidacji oświaty polonijnej


Czy prawdą jest, że budżet przeznaczony na potrzeby mniejszości niemieckiej (z całym dla niej szacunkiem) jest czterokrotnie większy od budżetu przeznaczonego dla całej Polonii światowej? 

Dalsze istnienie niezbędnych Polakom i Polsce placówek edukacyjnych rozsianych na razie jeszcze po całym świecie kończy się właśnie wraz z wejściem w fazę ostatecznej realizacji rządowej „reformy oświaty polonijnej”.

Reforma ta to szereg postanowień, których efektem i – wydaje się – celem nadrzędnym jest maksymalne odżegnanie się państwa polskiego od oświaty polonijnej i pozwolenie na jej upadek. Te kolejne postanowienia realizowane w ostatnich latach zmniejszają rangę placówek szkolnych przy ambasadach, przekształcając się ze „szkół” do „punktów konsultacyjnych”, ograniczają drastycznie już po raz kolejny: zakresy tematyczne przedmiotów i godzinowe wymiary nauczania, jeszcze bardziej zastępują nauczanie w klasach, nawet początkowych, kontaktami korespondencyjnymi ( a nawet i te mają być zlikwidowane) i internetowymi, likwidują nauczanie kolejnych przedmiotów, wreszcie do granic biedy ograniczają finansowanie szkół i nauczycieli, co wpływa dosłownie na wszystko. Ponadto systematycznie obniżają rangę wydawanych świadectw i pomijają całą sferę wychowania ( teatry, imprezy, kółka rozbudzania i rozwijania zainteresowań), zostawiając w efekcie tylko szczątki kształcenia.

W efekcie uniemożliwiają w ten sposób młodzieży włączenie się do krajowego systemu edukacyjnego po powrocie do kraju, deprecjonują wartość nauczania polonijnego i jego sens, zamiast zachęcać rodziców i dzieci do wzrastania w języku i kulturze polskiej, jak czynią wszystkie cywilizowane kraje w stosunku do swych czasowych emigrantów. Postanowienia te, utrudniając do granic niemożliwości powrót do kraju, uszczuplają samą substancję tworzącą ten kraj i utrzymującą jego funkcjonowanie oraz istnienie.

Dyskusja prasowa na ten temat trwa już od ponad czterech lat – można wrócić do mojego artykułu w „Rzeczpospolitej” z 22 czerwca 2009 r. czy odpowiedzi na niego Pana Krzysztofa Stanowskiego, ówczesnego wiceministra oświaty. Relacjonowała tę dyskusję, a także manifestację już wtedy protestujących przeciwko w/w zmianom rodziców, uczniów i nauczycieli z Paryża, Aten i Brukseli pani redaktor Renata Czeladko. Szkół polskich za granicą bronił także śp. pamięci Maciej Płażyński, zmarły tragicznie Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” (Rz z 2 lipca 2009r.). Zarzucił on MEN-owi położenie nacisku nie na polskość i patriotyzm młodzieży kształcącej się za granicą, lecz na jej asymilację ze społeczeństwem kraju czasowego pobytu. Zarzut to słuszny i ważny, bowiem wcale nie na asymilacji powinno nam zależeć, ale na czymś dużo bardziej ( oprócz polskości i patriotyzmu) przydatnym Polsce i zgodnym z europejskim duchem tolerancji i współpracy: na integracji zachowującej poczucie tożsamości narodowej, a otwartej na kulturę kraju pobytu. Co ważne, państwa, w których nasi rodacy czasowo przebywają i uczą się, już nie wymagają asymilowania się, zrozumiawszy, iż wymaganie to było jednak jakąś nierealną formą, częściowego przynajmniej, pozbawiania tożsamości, a także w pewnej mierze zamachem na ludzką indywidualność oraz wolność.

Ale – nie wiadomo dlaczego – rząd polski, z zapałem wartym lepszej sprawy, trwa w dziele wynaradawiania polskiej młodzieży. Nie zrezygnował – wbrew dobitnie wyrażanemu sprzeciwowi zainteresowanych – z planów zniszczenia de facto oświaty polonijnej, choć socjotechnicznie mówi wciąż tylko o „wygaszaniu” szkół polonijnych. Planów ostatecznie wprowadzanych w życie od 2009 roku, a „pobłogosławionych” przez samego marszałka … Bogdana Borusewicza – w imieniu izby parlamentu, która szczególnie jest powołana do łączności z Polakami przebywającymi poza Ojczyzną i opieki nad nimi. Marszałek powiedział, że inwestycje w oświatę polonijną… nie zwracają się!

Czy chcemy znowu mieć demonstracje Polonii w całej Europie?

Nigdy, od rządów PRL-u, poprzez rządy lewicy aż do PiS-u, władza polska nie rezygnowała z polskości młodzieży przebywającej za granicą i z jej olbrzymiego dla państwa potencjału. Było bowiem dla wszystkich oczywiste, że inwestowanie w tej dziedzinie zwraca się wielokrotnie. Dzisiaj plany rządu są przejawem polityki nie tylko antynarodowej, antypaństwowej( po prostu antypolskiej!), ale i intelektualnie, z gruntu, fałszywej. Wydaje się, że jest to bardzo ważny przyczynek w ocenie polityki rządu i Platformy Obywatelskiej, zupełnie zaskakujący, nie dający się nijak odnaleźć wśród jej przesłania wyborczego sprzed ponad pięciu lat.

Jeżeli przez kilkanaście miesięcy realizacja tych planów była powstrzymywana, to wyłącznie pod naciskiem akcji protestacyjnych w całej Europie. W tym czasie rząd używał całej gamy zmyleń i – język młodzieżowy jest tu na miejscu – „ściem”, dla zatarcia prawdziwego sensu swoich zamierzeń. Tak więc martwiono się „dyskryminacją”, mającą polegać na istnieniu czesnego w szkołach społecznych ( też, oprócz szkół przy ambasadach i sekcji polskich, w miejscowych systemach nauczania, istotnych i potrzebnych!), a jego braku w szkołach przy ambasadach – przy czym „dyskryminację” tę próbowano usuwać nie poprzez dofinansowanie szkół społecznych, lecz… wprowadzenie czesnego w szkołach przy ambasadach.

Usiłowano wprowadzić sztuczne rozgraniczenie wewnątrz diaspory polskiej w miejsce ustosunkowania się np. do konkretnego pomysłu, aby – podobnie jak w ochronie zdrowia za pacjentem – w edukacji pieniądze „szły” za uczniem. Robiono coś, co jest niezrozumiałe i groźne: próbowano dzielić Polonię poprzez kreowanie poczucia rzekomej niesprawiedliwości, jaką miałoby być dotychczasowe finansowanie przez państwo szkół przy ambasadach, przy braku takiego finansowania szkół innych. Przykład z czesnym jest tu wiele mówiący: można odnieść wrażenie, że rodzice szkół społecznych mają kłopoty finansowe, a ci ze szkół przy ambasadach – nie, i że jedni konkurują z drugimi o finanse publiczne. Tymczasem to są tacy sami rodzice, żeby nie powiedzieć: socjologicznie ci sami. I nie konkurują między sobą o jakieś tam te same pieniądze, lecz po prostu pragną kształcić swoje dzieci przy pomocy i w zgodzie z ich państwem, które nota bene powinno się z tego cieszyć.

Państwo jako pierwsze powinno pamiętać, że jego obowiązkiem jest łączyć diasporę jako taką i maksymalnie przybliżać ją reszcie narodu, zaś decyzje jej dotyczące poprzedzać prawdziwą z nią dyskusją.

Cóż to za dziwny sposób usuwania (rzekomych) niesprawiedliwości finansowych, polegający nie na dofinansowaniu „biedniejszych”, lecz na cofnięciu finansowania „bogatszym”? Bo na tym „reforma” się zasadza.

Przypomnieć trzeba, że PO szła do wyborów 2007 m.in. pod hasłem łączenia Polaków, podobno podzielonych przez PiS ( partia ta nigdy wobec Polonii działań separatystycznych nie podejmowała ani oświacie polonijnej nie szkodziła). Dzisiaj „reforma” oświaty dzieli Polonię wewnątrz niej samej i oddziela ją od kraju, podobnie jak sprawa likwidacji instytutów kultury i bibliotek (tak!) za granicą.

Nasuwa się pytanie natury ogólniejszej: czym dla rządu jest Polonia? Odgraniczanie Polaków przebywających czasowo za granicą od tych, jakże często, również czasowo przebywających w kraju, jest mylące. Wielu bowiem wyjedzie i wielu wróci, wielu niejednokrotnie. Polaków łączy nie tylko wspólne terytorium, ale przede wszystkim łączy ich polskość, w tym polska kultura – imponderabilium najważniejsze, którego żywotność pozwoliła przetrwać narodowi nawet bez terytorium, pod zaborami.

Jeśli więc przyjąć, że rząd nie uznaje (w co nie wierzę), że Polonia jest częścią narodu, to się myli. Jeżeli zaś uznaje, że jest ( w co wierzę), to czym jest dla rządu naród? Czym jest dla rządu racja stanu: czy bardziej jest nią wychowanie młodzieży, czy bardziej sprzedaż majątku ich rodziców w czasie kryzysu, czyli za bezcen? Czy po zlikwidowaniu polonijnych instytutów kultury przez inteligencką (Podobno) Platformę Obywatelską należy zlikwidować oświatę, czy jednak mieć nad Sekwaną i Tamizą, a później nad Wisłą… wyborców wykształconych i uformowanych kulturowo, a nie poprawnych europejskich konsumentów tego, co się im da do konsumowania?

Czy należy kierować się mądrą strategią polityczną pamiętając, że tzw. kapitał ludzki jest dlań najważniejszy, czy robić małe interesiki polegające na obcięciu szkołom sum, które są kroplą w morzu dla budżetu? Czy wreszcie należy prowadzić politykę zachęcającą do posiadania dzieci ( czytaj: do pomnażania kapitału ludzkiego), czy corocznie tracić kilkadziesiąt tysięcy obywateli rodzących się za granicą, gdyż poprzez odcięcie im dostępu do oświaty polskiej skazuje się ich na szybkie i nieodwracalne wynarodowienie?

Jedną z wyborczych obietnic PO było ułatwienie , ba!, wręcz zachęcanie do wyjazdów, przedstawiane, jako „poszerzanie wolności”Wyjazdy takie dotyczą w przeważającej części ludzi młodych. Ludzie młodzi mają lub zaraz mieć będą dzieci. Za możliwość więc uzyskiwania lepszych zarobków, którego to uzyskiwania sensem głównym jest przyszłość dzieci, i to przyszłość poprzez edukację, PO karze tych młodych ludzi, zaraz na wstępie, niekonsekwentnym, a dyskryminacyjnym odcięciem od możliwości powrotu ich dzieci do krajowego systemu szkolnego. Czy chodziło o bilet w jedną stronę?

W ramach wspomnianego mylenia opinii publicznej, rząd twierdził w 2009 roku, że powodem likwidacji niektórych przedmiotów, likwidacji liceów i zmniejszania liczby godzin oraz wycofania się z płacenia pensji nauczycielom(!), jest kurs złotego. Zmiana kursu waluty miała być „wyłączną” (!) przyczyną niszczenia oświaty polonijnej. Nie można więc w takim razie nie powiedzieć, że rząd, który system oświatowy i istnienie jego zasadniczej części [Polonia stanowi czwartą część narodu] uzależnia od wahań kursu waluty – po prostu się kompromituje. Ponadto – kurs już wrócił tam, skąd się był ruszył… a oświatę polonijną nadal chce się „wygaszać” ( „argument” kursowy nie jest już podnoszony po przesłaniu rządowi naszych na ten temat uwag).

Polska może być przykładem dla wszystkich w zakresie poszanowania praw mniejszości narodowych. Tu jesteśmy modelem; do tego stopnia, że zapytam: czy prawdą jest, że budżet przeznaczony na potrzeby mniejszości niemieckiej (z całym dla niej szacunkiem) jest czterokrotnie większy od budżetu przeznaczonego dlacałej Polonii światowej ( i to jeszcze przed „wygaszeniem”)? Czy prawdą jest, że nauczyciele uczący w szkołach mniejszości niemieckiej korzystają (i słusznie) z pełni praw emerytalnych i z osłony socjalnej? Bo na pewno prawdą jest, że nauczyciele np. sekcji polskiej w Liceum Międzynarodowym w Saint Germain en Laye pod Paryżem umowę o pracę maja przedłużaną z roku na rok, zaś w przypadku choroby pozbawiani są lwiej części uposażenia…

Jeżeli różnice w finansowaniu Polonii i mniejszości niemieckiej miałyby być tak monstrualne, to jestem przekonany, że najbardziej zażenowani byliby, nie ponoszący tu winy, przedstawiciele tejże mniejszości. Mogliby oni też mieć uzasadnione pretensje, że usiłuje się ich poróżnić z obywatelami polskojęzycznymi. Z uściśleniem: nie proponuję „zabrać” mniejszości niemieckiej, lecz domagam się należytej troski o Polonię. I proszę nie przypisywać mi nieżyczliwości wobec mniejszości niemieckiej.

Często podnoszone hasło, jakoby do Polaków przebywających czasowo za granicą obowiązek zapewnienia przez państwo dostępu do nauki integralnej się nie stosował, ponieważ nie płacą oni w Polsce podatków, jest chybione intelektualnie i politycznie. Intelektualnie, ponieważ, po pierwsze, wielu z nich płaci podatki w kraju. Wysyła też do kraju inne pieniądze – corocznie miliardowe sumy z zysków firm, inwestycji, darowizn rodzinnych. Po drugie, dzieci przebywające za granicą nie obciążają budżetu kosztami edukacyjnymi, jakie istniałyby, gdyby dzieci te pozostały w Polsce, kosztami ochrony zdrowia i kosztami wyjazdów wakacyjnych. Oszczędności państwa wynoszą tu około 600 milionów złotych, zatem są stokrotnie większe niż rzekomy niedobór sygnalizowany przez MEN jeszcze w roku 2009. Wreszcie, dzieci te „koszty” swojej edukacji w przyszłości zwrócą krajowi z nawiązką.

Zarzuty te są też chybione politycznie, i to nie tylko, a nawet nie przede wszystkim ze względów wyborczych, lecz strategicznych. Mocne szkoły państwowo-publiczne, oprócz społecznych, poza granicami posiadają i ciągle rozwijają wszystkie inteligentne, wykazujące się instynktem samozachowawczym państwa Europy i świata. Przyjmują do nich, nie pytając o podatki, nie tylko dzieci swoich obywateli, ale także, w miarę wolnych miejsc, obywateli miejscowych! Takie „miejscowe” dziecko stanie się przecież dorosłym ekspertem, przedsiębiorcą lub ministrem swojego kraju i będzie podejmowało decyzje na szczeblu państwowym i wyższym. Niejeden z nich przypomni sobie, w ważnym momencie i będąc na ważnym stanowisku, od kogo odebrał wykształcenie…

Nikt z diaspory polskiej nie twierdzi, że oświata polonijna nie potrzebuje zmian. Potrzebuje ich i oświata krajowa, i polonijna. Nie można jednak ich zaczynać od niszczenia tego, co dobre, sprawdzone i fundamentalne. To byłoby po prostu nierozsądne, a nawet zabójcze. W sposób oczywisty na szkołach przy ambasadach i sekcjach polskichw szkołach międzynarodowych – już istniejących (i do dalszego wykorzystywania!) – należy się oprzeć, są one bowiem gotową do zagospodarowania i rozwijania bazą pod budowę centrów oświatowo – wychowawczych, służących wielopostaciową pomocą szkołom sobotnim, społecznym i wszelkim innym. Zróżnicowanym potrzebom edukacyjnym Polaków trzeba uczynić zadość równając w górę, a nie w dół, rozszerzając, a nie zawężając pole działania, zgodnie z etosem rządzącej, inteligenckiej – nieprawdaż? – partii. Uczynić to należy w rezultacie merytorycznej dyskusji, do której ministerstwo edukacji jeszcze kilka miesięcy temu zapraszało. Wydawało się nawet, że w jej ramach udało się przedstawić zasadniczą treść stanowiska polonijnego bezpośrednio ówczesnej pani Minister Katarzynie Hall, podczas jej konsultacyjnego tournée po Europie i spotkania ze środowiskiem edukacyjnym Francji w Ambasadzie RP w Paryżu. Pani minister wydawała się podzielać stanowisko, że w reformowaniu systemu należy (m.in.) dążyć do jak największej różnorodności oferty oświatowej, ponieważ potrzeby w tej dziedzinie też są zróżnicowane. Można więc tworzyć nowe jej formy, lecz nie należy gubić dotychczas istniejących.

Po tej, może pozorowanej, ale jednak dyskusji, nowa pani Minister, Krystyna Szumilas, wydaje się nie brać pod uwagę żadnych wniosków nauczycieli ani rodziców, żadnych ich przemyśleń ani doświadczeń, choć – w myśl ustawy o systemie oświaty – to oni decydują o jej kształcie. Likwiduje tę część – zasadniczą część – oświaty, którą zlikwidować może, to znaczy część współfinansowaną poprzez państwo. Tak, jak likwiduje się pocztę, koleje, komunikację autobusową, węgiel, stocznie i armie – po prostu likwiduje się to wszystko, gdzie rząd ma obowiązki.

Może prawdziwe są najbardziej fantastyczne, wydawałoby się jeszcze niedawno, sugestie i przeczucia, że rząd po prostu wyrzekł się Polaków za granicą, zdradzając ich w dziedzinie najważniejszej, bo dotyczącej edukacji ich dzieci, a tym samym pozbawiając ich możliwości powrotu do Ojczyzny. Nie ma zdrady gorszej niż zdrada dzieci; kto je zdradził, uczynił to w stosunku do narodu i państwa.

Przeczucia te nie są jeszcze przez Polonię – stanowiącą przecież potencjalnie ogromną rzeszę wyborców – wyrażane w sposób zorganizowany. Jeżeli jednak do tego dojdzie, może to mieć istotny wpływ na wynik wyborów. Może choć z tego powodu rząd zdecyduje się zmienić swa politykę? I to bez zmniejszania liczby obwodów wyborczych.

Tadeusz Gieysztor

Prezes Stowarzyszenia „Szkoła Polska w Paryżu”

Wiceprezes Federacji Polonii Francuskiej

Przewodniczący Społecznego Komitetu Polonijnego d/s Edukacji

Pianista Opery Paryskiej

 

Podpisy proszę składać osobiście pod DEZYDERATEM  POLONII ŚWIATOWEJ W SPRAWIE OŚWIATY POLONIJNEJ

 wobec Rządu RP , którego treść znajduje się tu:

2 Comments on Bilet w jedną stronę? – o rządowym planie likwidacji oświaty polonijnej

  1. Poprosze o jakis link do zlozenia podpisu.
    Zimak75@gmail.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: