„Przewodnik dźwięku” – rozmowa z Tomaszem Trzcińskim


Z okazji Nowego Roku, składając Czytelnikom strony Marsz Polonia życzenie spełnienia marzeń o prawdziwie wolnej Polsce, dziękując za odwiedzanie portalu, prezentujemy fragmenty wypowiedzi kompozytora, pianisty, dyrygenta Tomasza Trzcińskiego w rozmowie z Aleksandrem Rybczyńskim. Całość obszernego wywiadu, będącego swego rodzaju credem artystycznym kompozytora, poruszającego także temat postawy środowiska polskich twórców wobec katastrofy smoleńskiej opublikowana zostanie drukiem w najbliższych miesiącach przez Wydawnictwo „Oficyna FJ”.

Image 1

Aleksander Rybczyński:  Muzyka zawsze była dla mnie przestrzenią fascynujacą, strefą niemalże sakralną, obszarem jedynej chyba dziedziny sztuki, potrafiacej wyrazić to, co wymyka się poznaniu, a najbardziej zbliżającej do tajemnicy istnienia i jak żaden inny rodzaj twórczości, przekazującej emocje, uczucia i świadomość duszy. Pan jest wspaniałym przewodnikiem po tym świecie, z pasją sięgającym po rozmaite gatunki, by dotrzeć do obszarów, gdzie kryje się to, co niepoznawalne i niewyrażalne. Dokąd prowadzi Pana muzyka, którą z taką wirtuozerią Pan uprawia?

Tomasz Trzciński: Przede wszystkim – bardzo serdecznie dziękuję Panu za zaproszenie do udzielenia tego wywiadu oraz piękny komplement. To, co w nim dla mnie najważniejsze, że użył Pan słowa „przewodnik“, skłania mnie to do wyjawienia pewnych moich przemyśleń, które towarzyszą mi już od dawna. Dla mnie „przewodnik“ to jest bardzo ważne określenie. Można by powiedzieć, że muzyka, którą wykonuję ma po prostu zabrać ze sobą słuchającego i oderwać jego myśli i świadomość od codzienności. Ma go włączyć do mojego świata, pozwolić mu w ten niecodzienny sposób obejrzeć część mojej wyobraźni i posłuchać jej opowiadania.  Aby móc to głębiej wyjaśnić muszę się odwołać do tego, co uważam za zadanie artysty muzyka na scenie lub w wielu przypadkach – w studio i w nagraniach. Myślę że zawód muzyka – zdawałoby się taki zwykły zawód, właściwie – rzemiosło artystyczne, które wyrasta u człowieka z rozwijania pewnych szczególnych uzdolnień słuchowo-pamięciowych i motorycznych, przeradzając się u niektórych jego jego adeptów – szybciej, czy później – w swoistą fascynację, jest według mnie pewnym rodzajem powołania – misji, którą mamy następnie do wypełniania jako dojrzali artyści. Misja ta, to przekazywanie innym w czasie koncertów i poprzez nagrania swoistej energii dźwięku – wibracji akustycznych takiej jakości, aby mogły wpływać na stan emocjonalny słuchacza, kreując jego przemiany i w końcu – wywołując zmianę. Zjawisko to, znane z greckiej tradycji jako katharsis  powstaje także dzięki muzyce – jako skutek jej działania. Muzyka działa bowiem na odbiorcę na zasadzie akustycznej – powtarzania – falowania wzrostów i spadków napięcia linii (frazowania), osiągania punktów kulminacyjnych, przy współudziale natężenia głośności, barw, rytmicznego ruchu, czasu, zwielokrotnień pewnych elementów, niewidzialnych ale odczuwalnych – i dlatego posiada w sobie także tę stronę mistyczno-psychologiczną, o której Pan wspomniał. To zjawisko odzwierciedla więc zarówno stan emocjonalny, duchowy i intencję jej twórcy jak i bardzo silnie ingerujące tutaj elementy umiejętności, psychiki i dojrzałości wykonawcy, akustyki pomieszczenia, możliwości instrumentu, łączy wszystkie elementy kreowania procesu na żywo poprzez dźwięk. Jeśli dochodzi do improwizacji na żywo – mamy tutaj połączenie i wzmocnienie wielu z tych sił. Jest więc ona zarazem iluzoryczna jak i bardzo kreatywna w stosunku do odbiorcy, wytwarza u niego pewien stan napięcia, oczekiwania, przeżywania, ale też oddalenia i refleksji, o bardzo wielu różnych odcieniach, cały mechanizm impulsów które mogą go zmieniać. To widać wyraźnie gdy patrzymy uważniej na słuchaczy koncertów albo tych ze słuchawkami na uszach na ulicy, jakim zmianom ulega ich zachowanie, mimika ich twarzy, wyraz oczu, w czasie słuchania ulubionej muzyki. Może to i daleko posunięte twierdzenia, ale do takiego wniosku doszedłem po już prawie 31 latach ciągłego, świadomego kontaktu z muzyką i jej wykonywaniem, tworzenem, uczeniem, dyrygowaniem – aktami kreacji dźwięku. Dla mnie więc rola przewodnika dźwięku jest właśnie meritum tego artystycznego działania, w rzeczywistości jako artysta czuję się tylko pośrednikiem pomiędzy energią potencjalną, i myślami o muzyce, jakie w sobie kumuluję, instrumentem i słuchaczem, do którego chcę dotrzeć i coś mu w ten sposób przekazać, opowiedzieć, wzbudzić jego reakcję, obudzić uczucia, dać możliwość przeżycia innego, może po trosze mistycznego a może po prostu duchowego, nieracjonalnego wymiaru naszego życia. I pozwolić mu na chwilę wytchnienia i refleksji, z dala od codzienności.

Aleksander Rybczyński: Los sprawił, że mieszka Pan poza granicami Polski. Czy uważa się Pan za emigranta i jaki jest Pana stosunek do emigracji? Po zburzeniu berlińskiego muru, wydawało się, że nie ma już powrotu do podziałów, oczywistych w dziewiętnastym wieku i czasach niewoli komunistycznej. Jak większość twórców, uległem iluzji niepodległości i uznałem, że podziały się skończyły, a kultura jest jedna. Czas zweryfikował te naiwne konstatacje. Jak Pan widzi rolę twórców emigracyjnych dzisiaj?Czy Polacy, artyści żyjący na obczyźnie, mogą wnieść do polskiej kultury wartości, które umykają twórcom żyjącym nad Wisłą?

Tomasz Trzciński:To jest bardzo złożony temat, będzie mi trudno na to pytanie pokrótce odpowiedzieć.

Ja naturalnie jestem w fizycznym sensie emigrantem, mieszkam poza Polską, stąd – bo z Frankfurtu i Rhein-Mein Gebiet pochodzi moja Żona i również ze względu na Nią jestem tutaj, gdzie obecnie mieszkam. Mija już 13 rok od czasu mego definitywnego wyjazdu z Polski, życie w tym kraju, w Niemczech jest dla mnie w zasadzie teraz pierwszą rzeczywistością, z którą związana jest moja praca i codzienność. Ale w ciągu tych wszystkich intensywnie spędzonych tutaj lat nie osłabło we mnie ani na chwilę i ani na jeden moment poczucie tego że jestem Polakiem, że reprezentuję Polskę i polską kulturę, a także – polską sztukę, tradycję i historię. I to że wiem stąd pochodzę i na jakim gruncie się wykształciłem. Nie ubiegałem się tutaj i nie ubiegam w dalszym ciągu o niemieckie obywatelstwo, nie czuję takiej potrzeby. Ostatecznie, dzisiaj poprzez Unię Europejską nie czuję się od mojego kraju jakoś szczególnie odizolowany. Tutaj mieszka bardzo wiele różnych narodowości, zachodnie Niemcy współczesne są krajem bardzo różnorodnym kulturowo, z wieloma różnymi emigracjami starszymi i młodszymi wokół, także z Polski.

Nie jest to jednak środowisko bardzo spójne, nie trzyma się zasadniczo razem, wpływa na to wiele czynników, których analiza byłaby z historycznego i socjologicznego punktu widzenia na pewno bardzo ciekawa. Istnieją jednak polskie szkoły i ośrodki kultury, Polonia stara się –na ile to możliwe, utrzymywać swój odrębny charakter. Ja staram się współpracując z polskimi ośrodkami kultury pokazywać w naszym regionie z koncertami dla Polonii i na spotkaniach o tematyce polskiej i przybliżającej Polskę i jej kulturę szerszej publiczności. Takim ciekawym przykładem są organizowane przez prozaika i poetę polskiego, Panią Renatę Boję spotkania z polską literaturą i poezją, na których czyta ona utwory polskich Poetów i teksty o Polsce, ja zaś robię do nich oprawę muzyczną, najczęściej na fortepianie.

Gdyby mnie ktoś zapytał, gdzie jest dla mnie Polska, odpowiem – zawsze tam gdzie i ja jestem, we mnie w środku, w sercu i duszy, zawsze ją ze sobą noszę i nie czuję się przez to szczególnie obciążony.Trzeba czuć się dumnym z tego powodu i nie wolno się tego wstydzić – wówczas i reakcja środowiska niemieckiego jest inna. Nie zapomnę bardzo pozytywnego zdumienia redaktora prowadzącego ze mną wywiad w SWR1 jesienią 2011 na żywo, w zupełnie niemieckojęzycznej audycji, gdy powitałem polskich i niemieckich słuchaczy właśnie po polsku, dłuższym zdaniem. To zostało przez niemieckich słuchaczy bardzo dobrze odebrane, nie kryli zaskoczenia. Oni to wbrew pozorom – cenią. Warto będąc Polakiem czuć się poza granicami kraju Polakiem, to wbrew forowanej dzisiaj ideologii niektórych mainstreamowych mediów w Polsce – wartościowe uczucie. Pod tym względem jestem bardzo wzruszony taką samą jak moja reakcją na podobne pytanie profesora Biniendy na warszawskim lotnisku. (Który na pytanie „skąd zainteresowanie Pana polskimi sprawami odpowiedział: „bo jestem Polakiem” -przypis AR) Uważam dokładnie tak samo. Wiem że wielu tutaj jest innego zdania, mają do tego zazwyczaj powody osobiste. Ocenę tego pozostawiam już jednak im samym.

Myślę że artyści polscy, działający na zachodzie i z dala od Polski mogą bardzo wiele do polskiej kultury i sztuki wnosić. Zawsze już to robili, komponowali, malowali, rzeźbili, pisali poezje i prozę. Ale dzisiaj, bardziej niż dawniej – są oni zazwyczaj skazani na niebyt, zapominani lub w ogóle nie znani i nikt się nimi w Polsce szczególnie nie interesuje. Jeśli w dodatku reprezentują niepopularne w stosunku do mody podejście do wartości, są na marginesie. A jest ich wielu i robią z myślą o Polsce wiele pięknej sztuki, w tym także muzyki. Co znamienne, właśnie oddalenie powoduje przybliżenie; to czego będąc w kraju w wartościach polskiej kultury się nie zauważa, zaczyna mocno wracać i działać po jej opuszczeniu i wielu z nas uświadamia sobie dobitnie skąd pochodzi i dlaczego tak myśli – jak myśli i jest takimi, jakimi jest. W obcym otoczeniu test na tożsamość jest zazwyczaj bardzo odczuwalny. Może dlatego czasami wyglądają te iście patriotyczne postawy niektórych zachodnich polskich twórców wyraziściej i mocniej. Poza tym, co naturalne – kontakt z zachodnimi kulturami przynosi zawsze znaczne poszerzenie horyzontów, doświadczenia kulturowe, w tym i muzyczne, jakich w Polsce zdobyć właściwie nie sposób na żywo, i choćby przez to twórcy Ci mogą wzbogacać o te wszystkie elementy polską kulturę i sztukę w sposób indywidualny i bardzo barwny. Tak było np ze słynnym teraz już i nie żyjącym od 1995 roku kompozytorem Romanem Maciejewskim, którego wspaniałe kompozycje a szczególnie „Requiem”, pisane w Los Angeles stały się dzisiaj pięknymi elementami i arcydziełami polskiej muzyki i te utwory są w Polsce teraz wykonywane. Podobnie dzieła Romana Palestra czy Andrzeja Panufnika – świetnych twórców muzyki symfonicznej i kameralnej oraz solowej. Poza Polską, „in exile“ mieszka i tworzy wielu wspaniałych polskich twórców, których marzeniem jest na pewno zaistnienie w polskiej świadomości narodowej jako jej artystów i animatorów. Ich warto zauważać, pokazywać a ich twórczość pokazywać w Polsce, bo oni tworząc dużo o niej myślą, nawet jeśli tylko podświadomie.

John Schaefer z radia WNYC w Nowym Jorku omawia  „The Koln Concert” Keitha Jarretta w wersji oryginalnej oraz w wykonaniu Tomasza Trzcińskiego:

http://www.wnyc.org/widgets/ondemand_player/#file=http%3A%2F%2Fwww.wnyc.org%2Faudio%2Fxspf%2F275827%2F;containerClass=wnyc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: