Jarosław Szarek – Jestem ksiądz Mackiewicz


Rosyjscy grenadierzy brnęli w śniegu, przeczesując nadniemeński las. Był 17 grudnia 1863 r. Jeden z nich wskazał dowódcy palcem na coś szarego pod drzewem. Chwilę później trzymali rozciągniętego za ręce i nogi człowieka, okładając go kolbami. Zabrali mu rewolwer, paczkę dokumentów, pieniądze. Kapitan Ozierski chwycił pojmanego za klapy płaszcza, krzycząc: „Kto ty taki pan? Mów, buntowniku, gdzie banda?”.Moskal zapamiętał, jak „ta blada, chuda, z dużą brodą osobistość”, głosem dość spokojnym jak na takie położenie odrzekła: „nie szarpcie mnie panowie”, a chwilę potem usłyszał: „Jestem ksiądz Mackiewicz”. Natychmiast telegrafem zawiadomiono Murawjowa „Wieszatiela”. Ten w ciągu 48 godzin nakazał postawić ks. Mackiewicza przed sądem wojennym. Wyrok był już znany, ale słynnemu „ksiendzu Mackiewiczu, predwoditielu szajki miateżnikow [buntowników]” nie oszczędzono ostatnich męczarni, pędząc go do Kowna pieszo, przywiązanego do kija.Niemal jednocześnie z jego aresztowaniem ukazał się dokument Wydziału Wojny Rządu Narodowego, w którym stawiano go za wzór powstańcom w Królestwie Polskim: „W wyludnionej a opustoszałej Litwie ks. Mackiewicz na czele 200 ludzi i chłopek Łukaszunas z garstką 100 włościan dotąd zaopatrują się we wszystko prawie kosztem Moskali”. Do Romualda Traugutta wieść o pojmaniu legendarnego dowódcy na Żmudzi jeszcze nie dotarła.

Jesienią 1863 r. na Litwie powstanie praktycznie zostało spacyfikowane. „Jeden tylko ksiądz Antoni Mackiewicz, ze zdumiewającą wytrwałością i uporem, prowadził dalej walkę. Okazał on wiele gorącego patriotyzmu i talentu wojskowego; napadany, ścigany jak dziki zwierz umiał się wymykać nieprzyjacielowi i nigdy rozbić się nie dał. Postać z wielu względów bohaterska, dusza dużej miary, charakter niezłomny i podniosły, słusznie przez niektórych »drugim Witoldem« nazywany” – pisał o nim Walery Przyborowski, przeważnie nieszczędzący ostrych, często niesprawiedliwych ocen innym powstańczym dowódcom.

Ty tu idziesz na śmierć

Konspiracyjna „Niepodległość” z końca sierpnia 1863 r. zamieściła opis rozmowy ks. Mackiewicza z przybyłym z Królestwa ochotnikiem, walczącym wcześniej w Puszczy Kampinoskiej. „Powiedz, po co tu przyszedłeś? Czy wiesz, co cię czeka? Będziesz głodny, co dzień będziesz spać na gołej ziemi; chodzić będziesz częściej boso niż w butach; jak będziesz raniony, to Moskwa cię złapie i powiesi; a jak placu nie dostoisz, to dowódca cię rozstrzela. A masz ty rodzinę? Napisz, żeby cię zawczasu opłakali, bo z naszych oddziałów idzie się tylko do mogiły. A pogodziłeś się z Bogiem, z ludźmi? Bo nie chcę cię zwodzić – ty tu idziesz na śmierć. Namyśl się, masz czas jeszcze… U was lżejsza służba. Ja z wielkiem uwielbieniem – mówił dalej – słuchałem opowiadania o waszem poświęceniu się, o tej waszej wzniosłej miłości ojczyzny – ale nikomu pewnie gorzej nie krwawiło się serce, gdyśmy posłyszeli, że ci sami, co szli z kijem na Moskali – w kilka miesięcy potem z karabinami uciekali do Galicji. Okropne! Okropne!… Bracie mój drogi – ogrom u nas poświęcenia i zapału, ale brak wytrwałości. Zapominacie, że Moskwy w kilka miesięcy złamać nie można, że to walka olbrzymia, w której całe pokolenie nasze musi głowę położyć. I dlatego jeszcze raz się pytam, czyś gotów iść do walki, mając pewność, że zginąć musisz? Namyśl się, bo to jest chwila stanowcza!”. Powstaniec, opowiadając dalej o spotkaniu z ks. Mackiewiczem, mówił, że na jego twarzy„malowała się spokojna rezygnacja męczenników pańskich; czułem instynktem, że to nie były słowa tylko, że to była jego wiara i że tylko z taką wiarą wolno wstępować do zakonu walczących o niepodległość”.

Ksiądz Mackiewicz urodził się w 1827 r. w zaścianku w Cytwianach na Żmudzi, ojciec jego posiadał niewielkie gospodarstwo rolne. Dzięki pomocy ojców marianów z Mariampola rozpoczął naukę w gimnazjum w Wilnie, studiował na Uniwersytecie Kijowskim. Przerwał studia i wstąpił do seminarium diecezjalnego w Worniach na Żmudzi. Po otrzymaniu święceń został wikarym w Krakinowie, a później przeniesiono go do Podbrzezia, gdzie duszpasterzował wśród bardzo licznych w tym rejonie chłopów skarbowych i drobnej szlachty oddanych sprawie wolności i niepodległości (to w tamtych okolicach Henryk Sienkiewicz umieści akcję „Potopu”). Już w czasie powstania listopadowego Żmudź zapisała piękną kartę walki z Rosją. W czasach manifestacji patriotycznych na początku lat 60. XIX w. ks. Mackiewicz dał się poznać jako żarliwy kaznodzieja. Zaangażował się także w działalność organizacji narodowej. Latem 1862 r. był jednym z uczestników słynnego ślubu w Kiejdanach Zygmunta Sierakowskiego (późniejszego generała „Dołęgi”, dowódcy powstania na Żmudzi) z Apolonią Dalewską, na którym spotkali się późniejsi przywódcy powstania na Litwie, Franciszek Dalewski, Jakub Gieysztor, Konstanty Kalinowski…

Jutro bohaterem i olbrzymem

W następnych miesiącach wraz ze swoim najbliższym współpracownikiem Bolesławem Dłuskim, wkrótce naczelnikiem wojennym kowieńskiego, przygotowywali okoliczne zaścianki do walki, gromadzili broń, zbierali przyszłych dowódców…

Gdy z Warszawy dobiegło wezwanie: „Do broni więc, Narodzie Polski, Litwy i Rusi… stary miecz nasz wydobyty, święty sztandar Orła, Pogoni i Archanioła rozwinięty”, ks. Mackiewicz wezwał duchownych z Laudy i Żmudzi do odczytywania manifestu Rządu Narodowego. Sam uczynił to z ambon kościołów w Podbrzeziu i Surwiliszkach w niedzielę 8 marca 1863 r. Kilka dni później miał już zebranych 250 powstańców i z nimi wyruszył do pobliskich Lasów Krokowskich, gdzie dwa tygodnie później miał już pół tysiąca ludzi. Ich szkolenie rozpoczęli rosyjscy oficerowie, którzy przystąpili do powstania. 27 marca 1863 r. obóz pod Megianiami otoczyły dwukrotnie silniejsze oddziały Moskali. Był to chrzest bojowy partii ks. Mackiewicza – zakończony zwycięstwem. W następnych dniach toczył kolejne potyczki, aż otrzymał rozkaz dołączyć do zgrupowania gen. Zygmunta Sierakowskiego „Dołęgi”. Wspólnie walczyli pod Gietynami, ale nie zdążył pod Birże, gdzie Sierakowski trafił do niewoli. Część jego rozproszonych powstańców wziął pod swoją komendę ks. Mackiewicz…

„Od czerwca do grudnia stoczył przeszło 30 utarczek z rozmaitym szczęściem: wielokrotnie pobity, uparcie się trzymał, z niezachwianą niczym wytrwałością prowadził tę walkę dziwną, jedyną w swoim rodzaju, bez przykładu w historii. Nieśmiertelnym nimbem otaczającą postać tego księdza żmudzkiego. Ścigano go zawzięcie, używano wszelkich fortelów zdradzieckich, by go schwytać, on jednak szczęśliwie unikał zasadzek i podstępów. To zamierzano wysłać do oddziału przebranych za powstańców żołnierzy rosyjskich, to znów podjął się tego porucznik Czetnieryków, ale za każdym razem wierny lud żmudzki, nawet żydzi, ostrzegali o tym Mackiewicza, tak że tych zasadzek i podstępów zawsze zdołał szczęśliwie uniknąć” – pisał Przyborowski.

Nigdy żałować tego nie będę

W listopadzie 1863 r. mianowano go naczelnikiem sił powstańczych w Kowieńskiem. Pod koniec miesiąca jego oddział został rozbity przez Rosjan. Wtedy rozpuścił pozostałych i rozkazał unikać Moskali do jego powrotu. Sam zamierzał przejść granicę pruską i pociągiem dotrzeć do Paryża, aby załatwić dostawy broni, co pozwoliłoby na wiosnę wznowić walki. Wyruszył ze swoim adiutantem d’Artazzim i skarbnikiem Julianem Rodowiczem. Szli całą noc w ostrym mrozie, w śniegu po kolana, aby dotrzeć nad Niemen, gdzie miała czekać umówiona łódź. Nie znaleźli jej i zmęczeni potwornie trafili do stojącej na wzgórzu karczmy. Tymczasem Rosjanie konwojowali pobliską drogą transport kożuchów dla wojska. Kilku żołnierzy wstąpiło do gospody, aby się ogrzać. Zastali tam trzech nieznajomych, których zaczęli wypytywać. Mackiewicz udawał, że drzemie i korzystając z chwili ich nieuwagi, zdołał wydostać się do pobliskiego lasu. Wyczerpany dał radę odejść tylko kilometr. Obłożył się jedliną i położył w śniegu, „oddając się na wolę Bożą”. Tymczasem u jego towarzyszy znaleziono broń, dokumenty, wyznali też, że był z nimi ks. Mackiewicz. Natychmiast we wszystkie strony rozesłano patrole…

Przed sądem zachował się godnie. Na egzekucję 28 grudnia 1863 r. spędzono wszystkich mieszkańców Kowna i okolicznych wsi. Mimo że jego śmierć widziały tysiące, legenda ks. Mackiewicza żyła nadal. Długo jeszcze opowiadano, że widziano go na czele leśnych partii. On jednak dołączył do kapłanów, męczenników litewskiego powstania, spośród których 106 skazano na śmierć, katorgę, zesłanie… Listę tę otwierali straceni już w czerwcu: ks. Stanisław Iszora, ks. Rajmund Ziemacki…

Był to koniec powstania na Litwie. W marcu 1864 r. na placu Łukiskim w Wilnie powieszono komisarza Rządu Narodowego, słynnego Konstantego Kalinowskiego „Kastusia” – bohatera wolnej Białorusi. Pojedyncze oddziały, kilku-, kilkunastokonne pojawiały się w litewskich lasach jeszcze do jesieni 1864 r., a Wincenty Powielański z braćmi Sawickimi i Mondwickimi, z Baćkowiczem i Juchniewiczem dopiero w 1865 r. miał przedostać się do Szwajcarii.

Jarosław Szarek

„Zwiad powstańczy” – obraz Antoniego Piotrowskiego

Jarosław Szarek, dr historii, redaktor, publicysta, autor książek „Wojna z narodem”, „Czarne juwenalia”; współautor m.in.: „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917–1956)”, „Komunizm w Polsce”, „Droga do niepodległości. Solidarność 1980–2005”; serii książek historycznych dla dzieci „Kocham Polskę”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: