Jarosław Szarek – Wycisnąć ostatni grosz z polskiej kieszeni


GrottgerArtur.PochodNaSybir.1867

„Nieprzyjaciel zajmujący kraj nasz barbarzyńskim pustoszeniem wszelkiej własności i systematycznym zdzierstwem dąży do wyniszczenia wszystkich zasobów jego… im mniej oporu ze strony mieszkańców wróg nasz spotyka, tym w prędszym czasie z większą łatwością, z większym daleko dla siebie skutkiem celu swego dopiąć może… każda słabość i poddanie się natręctw wroga z samej natury rzeczy więcej go jeszcze rozzuchwala” – wzywał Rząd Narodowy pod koniec stycznia 1864 r.

 

Trwające już od roku Powstanie Styczniowe Moskale pacyfikowali terrorem wojskowo-policyjnym, teraz na większą skalę zaczęli stosować ekonomiczny. Narzędziem tego drugiego były kontrybucje oraz konfiskaty, które na początku 1864 r. przybrały masowy charakter. Obciążano nimi nie tylko uczestników powstania, lecz także całe miasta, regiony bądź grupy społeczne. „Do tego dodać należy najrozmaitszego gatunku kary pieniężne, ściągane doraźnie od mieszkańców za najdrobniejsze nawet przekroczenia lub niewypełnienia przepisów policyjnych. Jeżeli te kontrybucje były ciężarem, to kontrybucje i rozmaite kary pieniężne, nakładane i ściągane z dopuszczeniem się najdostateczniejszych gwałtów, rabunków i grabieży, przez wszystkich, a najrozmaitszych naczelników wojennych, zaczynając od gubernialnych i wszystkich niższych szczebli w dół, tudzież przez naczelników różnych działających oddziałów wojskowych, to te wszystkie kontrybucje i opłaty były wprost klęską, szczególniej dla właścicieli mniejszych, tak miejskich, jak i wiejskich. Ta zupełna samowola tych wszystkich kacyków miała wszelkie cechy zupełnie anarchicznych rządów i w rzeczywistości były one takimi” – zapamiętał Józef Kajetan Janowski, sekretarz Rządu Narodowego.

Mnożna klika rabusiów

Drakońskie kary rujnowały Polaków i nabijały niejedną zaborczą kieszeń. „Z czegóżby panowie Bergi, Korfy, Minkwitze, Schwartze, Witt-gensteiny, Radeny, Belgardy i cała ta mnożna klika rabusiów hulała, pijała »szampanskoje« i utrzymywała haremy ladacznic, gdyby nie wyciskała ostatniego grosza z kieszeni polskiej?” – pytał historyk Powstania Styczniowego. Skala nadużyć przy poborze kontrybucji była tak ogromna, że na początku roku 1864 Moskale sami ograniczyli liczbę naczelników wojennych, którzy mogli je nakładać samodzielnie, bez uzyskania zezwolenia władz zwierzchnich, a w sierpniu wydano rozporządzenie regulujące ściśle ich wysokość.

Zgodnie z nim urzędnicy mieli płacić dwie trzecie z kwoty ich rocznego dochodu, jeszcze więcej kupcy i handlarze, ale najcięższe kary spadały na szlachtę, właścicieli domów, przedsiębiorców i duchowieństwo, których można było obciążyć konfiskatą całego rocznego dochodu, czyniąc z nich nędzarzy. Mimo takiego ekonomicznego „obciążenia ze strony moskiewskiej, warstwy te, może nie tak punktualnie, choć z wielkim wysiłkiem, płaciły jednak nadal podatki narodowe” – podkreślał Janowski. Było jednak coraz trudniej.

Na przełomie roku 1863 i 1864 namiestnik generał-gubernator Fiodor Berg nałożył kontrybucję na wyższe duchowieństwo i wydał rozporządzenie, że za udział w powstaniu wprowadza się sekwestr majątków ruchomych i nieruchomych na rzecz rządu (1 lutego 1864 r. w Petersburgu zadecydowano, iż będą one konfiskowane). Jednocześnie właściciele ziemscy zostali obłożeni poczwórnym podatkiem, który miał być zapłacony do początku lutego. W razie niezapłacenia następowała egzekucja za pomocą wojska i dodatkowa kara w wysokości 25 proc. pobieranych należności. „Kontrybucje te oczywiście ciążyły głównie na osobach bogatszych, na szlachcie i duchowieństwie, i w razie niezapłacenia ich w terminie oznaczonym przez naczelnika wojennego, egzekwowane były z gwałtownością i niszczeniem, przypominającym sławne drakonady Ludwika XIV. Rzecz prosta, że połowa większa tych kontrybucji, nakładanych zupełnie samowolnie i za lada widzimisię naczelnika, nie kontrolowanych wcale, przepadała w bezdennych kieszeniach tegoż naczelnika, zwłaszcza, że był to dobór najgorszych, najnikczemniejszych i najdzikszych ludzi” – pisał Walery Przyborowski.

Łupienie Warszawy

Nakazem zapłaty podatku w podwójnej wysokości „ukarano” również miasta, kara za opóźnienie wynosiła nawet połowę tej kwoty. Szczególnie boleśnie odczuła to Warszawa – gdyż trzy miesiące wcześniej – jesienią 1863 r. – nałożono na nią już pierwszą kontrybucję w celu spacyfikowania miasta – w odwecie za zamach na namiestnika Berga: „Od dwóch lat ogniska występków i głównego źródła nieszczęść, które spływają na kraj”. Oceniano, że wtedy Warszawa musiała zapłacić ok. 1,8 mln ówczesnych złotych. Projekt tego haraczu opracował Aleksander Mirza Tuhan Baranowski, jeden z naczelników w biurze warszawskiego oberpolicmajstra, przyjaciel gubernatora-generała Jewgienija Rożnowa. Za przygotowanie tego łupieżczego dokumentu Baranowski został skazany przez policję narodową na śmierć. Wyrok wykonano w jego mieszkaniu. Wtedy też Rząd Narodowy wspólnie z naczelnikiem Warszawy zarządził zdecydowanie, że: „Opłacanie kontrybucji nałożonej przez Moskali bezwarunkowo jest zabronionym, bez względu nawet na najście zbrojne mieszkania…”. Jednocześnie nazwiska ją płacących podawano do publicznej wiadomości i skazywano przed powstańczymi sądami. Wielu jednak zostało zmuszonych do płacenia. Wtedy naczelnik policji Jan Karłowicz – „Janek Biały” – polecił wykradzenie lub zniszczenie ksiąg podatkowych. Znalezione w nich dane służyły do naliczania kontrybucji od poszczególnych nieruchomości. Karłowicz zlecił wykonanie zadania urzędnikowi magistratu, członkowi policji powstańczej Adolfowi Stępkowskiemu. Ten stwierdził, że ksiąg nie da się wynieść, zatem najlepiej ratusz spalić. Tego też dokonał z pomocą Józefa Wysockiego „Sprytnego”, Władysława Wnętowskiego „Władka Zezowatego” i Bronisława Jaskólskiego „Bronka”. W ciągu najbliższych miesięcy Moskale dopadli Wnętowskiego, który w śledztwie przyznał się i został stracony 16 grudnia 1864 r. Natomiast podle skończył Stępkowski, który po wyjeździe do Szwajcarii został rosyjskim konfidentem.

Mimo tych działań kontrybucję przeprowadzono. Dlatego tym dotkliwsza dla miasta stała się kolejna danina, ta z początku 1864 r., kiedy „Warszawa jęczała pod daleko gorszym i systematyczniejszym uciskiem. Tutaj za najmniejsze niedokonanie formalności meldunkowych, za lada nieporządek domowy nakładano na właścicieli domów, zakładów fabrycznych i przemysłowych kary pieniężne, sięgające nieraz do znacznej wysokości” – notował Przyborowski.

„Przeciw duchowi fałszu, tyranii…”

Powody nakładania tych kar były niekiedy błahe: szynkarz za późno zamknął swój szynk; właściciel restauracji lub kawiarni, gospodarz domu płacili, gdyż przebywał u nich ktoś niemeldowany policji. Niekiedy opłaty były tak wysokie, że rujnowały tych ludzi, a zdarzały się dni, że obciążano nimi nawet sto osób. Powszechnie stosowano odpowiedzialność zbiorową: gdy zabito policjanta Józefa Galińskiego na ulicy Ordynackiej, przed domem hrabiego Krasińskiego, ten musiał zapłacić 5 tys. zł. Z kolei po wykonaniu wyroku na jednym z emerytowanych podoficerów, niemającego z tym nic wspólnego właściciela mieszkania, w którym przebywał wojskowy, obciążono karą 20 tys. zł, a gdy się ociągał – zagrożono konfiskatą domu.

Moskale chcieli rzucić Warszawę na kolana, doprowadzając ją do nędzy. Równolegle wzmagał się policyjny terror. Jeden policjant przypadał na 40–60 mieszkańców. Od jego humoru uzależnione było zatrzymanie każdego przechodnia, przy czym zwykły stójkowy pozwalał sobie mówić „ty” do kobiet i osób powszechnie szanowanych. Urządzano łapanki we wszystkich dzielnicach miasta. Tylko w ciągu jednego dnia w lutym 1864 r. do cyrkułu przy Nowym Świecie policjanci przyprowadzili 1600 warszawiaków!

Tymczasem w rok po rozpoczęciu walki Rząd Narodowy w okolicznościowej odezwie stwierdzał:„Przypomnieliśmy światu i w sposób dotykalny dowiedliśmy, że Moskwa jak była, tak i zawsze jest u nas nie rządem, lecz najazdem, a męczeństwem, bohaterstwem i mocą ducha naszego zdołaliśmy w końcu obudzić uśpione sumienie Europy… Nie ustaniemy w tej strasznej walce przeciw duchowi fałszu, tyranii i ciemnoty, dopóki prawda tryumfu nie odniesie”. Nie brakło wiernych temu przesłaniu w następnych pokoleniach, które tego triumfu doczekały.

 

Jarosław Szarek

Ilustracja: Artur Grottger, Pochód na Sybir, kredka na kartonie, 75×126, Muzeum Narodowe w Poznaniu

 

Autor jest doktorem historii, redaktorem, publicystą, autorem książek „Wojna z narodem”, „Czarne juwenalia”, współautorem m.in.: „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917–1956)”, „Komunizm w Polsce”, „Droga do niepodległości. Solidarność 1980–2005”, serii książek historycznych dla dzieci „Kocham Polskę”. Właśnie ukazała się jego książka „Powstanie Styczniowe. Zryw wolnych Polaków”.

Artykuł ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: