Jan Tomkowski – Życie trwa pięć minut


polish-spitfire-1

Udało mi się ostatnio wydać książkę – trzydzieści eseistycznych portretów polskich pisarzy tworzących w XIX i XX wieku. Jestem historykiem literatury, więc jakoś nie dziwi mnie specjalnie sąsiedztwo Norwida i Herberta czy Weyssenhoffa i Jasienicy. Okazało się jednak, że przynajmniej niektórzy maja mi za złe, że zajmuje się książkami napisanymi tak „dawno” (Biblia i Odyseja są jednak znacznie starsze). Bo powinienem skupić się na autorach współczesnych, najlepiej żyjących i jak najczęściej nagradzanych.

Jak ktoś umarł, sam jest sobie winien, a jego książki niech okryje kurz zapomnienia. Żyjemy przecież chwilą, choć nikt nie zarzuci nam nieznajomości historii. Bo przecież Grunwald i Wiedeń, Racławice i Monte Cassino.

Ze znajomością dziejów ojczystych wcale nie jest aż tak dobrze i nie chodzi mi bynajmniej o biegłość w operowaniu datami, faktami czy nazwiskami. W ostatnich latach wypełniono całe mnóstwo tak zwanych białych plam, wolno mówić o wszystkim, nawet o Katyniu i roli Sowietów w zdławieniu Powstania Warszawskiego. Jednocześnie jednak łatwo zaobserwować, że poznawana przez dzisiejszych Polaków historia to nie przedmiot refleksji, lecz zewnętrzna dekoracja. Trudno się nie zachwycać możliwościami, jakie daje animacja komputerowa. Trudno nie doceniać wysiłku rozmaitych hobbystów w pocie czoła opracowujących rekonstrukcję wielkich bitew. Film historyczny daje iluzję prawie doskonałą, pod warunkiem że wystarczy pieniędzy na kosztowne stroje i rekwizyty, że wspomagają nas najlepsi fachowcy.

Wszystko to prawda, ale…

Coś tu jest chyba nie tak, skoro po oczywistej demitologizacji ukazującej w nowym świetle wysiłek niepodległościowego podziemia, zbrodnie sowieckie, bitwę warszawską i cud nad Wisłą, dokonuje się po cichu inna, znacznie bardziej zastanawiająca przemiana. Wystarczy zajść do pierwszej lepszej polskiej księgarni i zajrzeć na półkę z napisem HISTORIA.

Nie, nie twierdzę wcale, że nie znajdziemy tam pozycji poświęconych historii Polski, przed- i porozbiorowej. Jednak książki te giną w powodzi innych wydawnictw, poświęconych głównie historii III Rzeszy.

Jak to możliwe, by uhonorowano w ten sposób zaledwie kilkanaście lat w historii świata i to w kraju tak tragicznie doświadczonym?

Zapraszam na półki. Znajdziemy tu oczywiście monumentalne, kilkusetstronicowe biografie Adolfa Hitlera, Hermanna Goeringa, Josepha Goebbelsa, Heinricha Himmlera. Są piękne monografie ukazujące historie poszczególnych dywizji SS, albumy ilustrujące życie codzienne i wysiłek zbrojny żołnierzy Wehrmachtu, encyklopedie i słowniki zawierające mnóstwo pożytecznych informacji na temat okrętów Kriegsmarine i samolotów Luftwaffe. Wszystko to – po polsku!

Wychodzimy z księgarni – z zakupami albo i nie – a w pobliskim kiosku możemy nabyć plastikowy model czołgu Tygrys albo pancernika Bismarck. Trafiają się nawet samoloty Ju-87 czyli stukasy, które bombardowały podczas wojny Warszawę. Na szczęście – tylko w wersji papierowej, z charakterystycznymi czarnymi krzyżami na skrzydłach.

Po powrocie do domu włączamy telewizję, a tam na kanale Discovery albo National Geographic czeka nas film dokumentalny o historii niemieckich okrętów podwodnych zwanych U-bootami albo też zapis (w kolorze) z wizyty Hitlera w Berchtesgaden.

Zachwycając się niemiecką myślą techniczną, pięknem mundurów i pojazdów, talentami dowódców, komentatorzy wspominają mimochodem o koniecznym okrucieństwie towarzyszącym żołnierskiemu poświęceniu. Wychwalają heroizm esesmanów walczących do końca.

Myślę, że to trochę dziwne – tym bardziej, że bardzo trudno znaleźć przeciwwagę dla owych demonstracji. Gdzie monografie poświęcone polskim dywizjom i brygadom? Gdzie równie atrakcyjne modele, książeczki i księgi pisane z polskiej perspektywy? Bo przecież i my przystępowaliśmy do kampanii wrześniowej niezupełnie bezbronni, a i operacji bojowych 1939 roku wcale nie musimy się wstydzić (wbrew komunistycznej propagandzie).

Jednak wrzesień 1939 roku ma być dla Polaków jedynie źródłem hańby – czy nie w tym kierunku prowadziły próby rewizji takich wydarzeń jak walki na Westerplatte, „krwawa niedziela” w Bydgoszczy czy obrona wieży spadochronowej w Katowicach? Tłumaczono nam nawet, że wojny dałoby się uniknąć, gdyby rząd polski w porę skapitulował przed Hitlerem. W tej sytuacji wydaje się oczywiste, że przypomnieniem bohaterstwa Polaków broniących odcinka „Wizna” zająć się musiała szwedzka grupa rockowa Sabaton. Bo u nas (obawiam się) kapitan Raginis jest znacznie mniej znany niż generał Guderian…

Niestety, historia to nie kolorowe obrazki, mundury, broń, dyplomacja, taktyka i strategia. To przede wszystkim zbiorowa walka z niepamięcią i manipulacją. Każde pokolenie wydobywa z chaosu dziejów swoich bohaterów, układa porządek dziejów na nowo i próbuje znaleźć w nich jakiś sens. Oby z lepszym niż dotychczas skutkiem.

Jan Tomkowski

Ilustracja pochodzi z blogu brytyjskiego, konserwatywnego polityka Richarda Willis’a

http://richardwillisuk.wordpress.com/category/defence/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: