Aleksander Rybczyński – Pod pełnymi żaglami / Seawolf


DSC07642

Od dziecka byłem wychowywany w kulcie jachtingu i przestrzeni. Mama była instruktorem, a później trenerem żeglarstwa i każdą wolną chwilę spędzaliśmy na przystaniach polskich jezior. Ta śródlądowa żegluga była oczywiście jedyną możliwą w czasach prl-u, wystarczająco atrakcyjną, by rozbudzić marzenia o szerokich oceanach i fregatach pod pełnymi żaglami. Dzisiaj te marzenia są dużo bliżej rzeczywistości, wielki żal, że odchodzi już pokolenie pamiętające Akademicki Związek Morski, cała generacja żeglarzy próbujących odnaleźć wolność w Polsce zaoranych pasów granicznych i reglamentowanych zezwoleń na pływania zatokowe. Swoje marzenia i „pokusę horyzontu” odnajdywali pod żaglami, na wodach, gdzie administracyjnie wyznaczone granice zacierały szkwały i fale. Kultywując etykę żeglarską być może ocalali choć część świata wartości, który starano się zastąpić prostacką logiką totalitarnej szarości.

Bakcylem żeglarstwa nie było trudno się zarazić, wystarczył pewnie rejs po pojezierzu augustowskim – niemalże w kołysce, lektura generała Mariusza Zaruskiego, pochłonięty w parę wieczorów „Znaczy kapitan” Karola Olgierda Borchardta oraz kilka  pierwszych, przybrzeżnych pływań na „Optymiście” – jachciku dla najmłodszych regatowców.

Bardzo szybko widok białego żagla na horyzoncie stał się symbolem ucieczki od codzienności, znakiem nieograniczonych możliwości i wyzwaniem do pełnego rozwijania skrzydeł.

Świat wielkich żaglowców pozostawał jednak zawsze w sferze mało realnej wielkiej przygody, historii żeglugi odkrywców dalekich lądów i prawdziwych marynarzy, wilków morskich wspinających się zwinnie na reje i bocianie gniazda. Jednym z takich marynarzy został tragicznie zmarły Ludwik Voigt, kolega ze szkółki żeglarskiej, uczeń Mamy, który po latach żeglarskiej kariery został prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego.

Po przyjeździe do Kanady miałem okazję w 1994 roku oglądać razem z Mamą zlot wielkich żaglowców w Toronto. Przypłynęły wówczas jachty z Polski „Zawisza Czarny” (na którym kiedyś Mama pływała) i barkentyna „Pogoria”, pod dowództwem kapitana Zbigniewa Pieńkawy, przyjaciela Mamy z czasów młodości. Te kilka dni przy Harbourfront miały więc dla mnie szczególną wartość: siedząc w kapitańskiej mesie z legendarnymi żeglarzami mogłem chociaż biernie uczestniczyć w świecie wspomnień i wydarzeń, których piękno było wydarte wielką pasją z powojennej rzeczywistości, której celem było odarcie Polaków nie tylko z piękna, ale i tożsamości i dumy.

W tym roku, w dniach od 20-23 czerwca odbył się kolejny zlot żaglowców w Toronto. Wzięło w nim udział wiele wspaniałych jachtów, niektóre z nich to repliki z wojny w 1812 roku, kiedy to Stany Zjednoczone pokonały flotę brytyjskiego Imperium. Wyczekiwana przez entuzjastów parada żaglowców udała się wbrew niekorzystnym prognozom meteorologicznym. Zamiast deszczu i burz mieliśmy piękną wietrzną, żeglarską pogodę, dzięki której statki przepłynęły wzdłuż nabrzeża Toronto pod pełnymi żaglami. Zamiast oglądania „Weather Channel” warto czasem spojrzeć w niebo i przewidzieć pogodę z chmur i zachodzącego słońca, tak jak uczyli tego doświadczeni żeglarze.

Seawolf

Już po napisaniu tej wspomnieniowej informacji, dowiedziałem się, że Tomasz Mierzwiński, bloger ‚Seawolf” został pośmiertnie odznaczony przez Kongres Mediów Niezależnych laurem Honorowym. Jego oceaniczne podróże i powroty do serca okaleczonej Ojczyzny przypominają o Jego korzeniach: pochodził z Gdyni, miasta wzniesionego po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Jednym z budowniczych Gdyni był brat mojej Mamy. Zawsze z tego dumny, podzieliłem się tą rodzinną historią w komentarzu na blogu Seawolfa. Odpowiedział mi z obietnicą, że będzie musiał kiedyś napisać o swoim rodzinnym mieście; na pewno miałby wiele do opowiedzenia. Felieton o Gdyni pozostał prawdopodobnie jednym z wielu Jego niezrealizowanych projektów. Kto wie, może napisałby w nim o „Operacji Żagiel” z 1974 roku ? Jako młody chłopiec musiał się kręcić po Nabrzeżu Pomorskim, oglądając zacumowane żaglowce, marząc o dalekich oceanach i egzotycznych portach ? Przyszły kapitan, bloger Polski walczącej.

Aleksander Rybczyński

Fotografie autor

DSC07618

DSC07441 DSC07536

DSC07529

DSC07528DSC07522

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: