Jarosław Szarek – Moskale i fortepian Chopina


29

Wiadomość o rzuceniu bomb w namiestnika Fiodora Berga 19 września 1863 r. natychmiast obiegła całą Warszawę. Wstrząs wywołał nie tyle sam zamach, ile rosyjska zemsta. Sprawców nie schwytano – z całym barbarzyństwem zniszczono więc gmach, z którego zaatakowano namiestnika. Jego właściciela wysłano na Sybir…

Nawet ludzie służący wiernie Petersburgowi nie kryli oburzenia z powodu rosyjskiej reakcji. Gdy znany orientalista Józef Kowalewski usłyszał od znajomego, że tak mogły zareagować tylko „mongoły”, odpowiedział: „O nie! Mylisz się, kolego, ja znam Mongołów, to poczciwi ludzie, a to dzikie łotry”.

Kilka dni po zamachu ukazał się rozkaz powstańczego naczelnika Warszawy, w którym wyjaśniono, że zamach został przeprowadzony „z polecenia Rządu Narodowego”, bo „gdyby zbir, który grozi narodowi stryczkiem, Sybirem i knutem, nie widział wciąż przed sobą widma śmierci z rąk ludu, stopniowo coraz więcej zawładałaby nami szatańska polityka grozy i tortur, polityka wytępienia i zbrodni”.
Decyzja o zamachu na rosyjskiego namiestnika zapadła już pod koniec sierpnia 1863 r. w mieszkaniu na rogu Mazowieckiej i Świętokrzyskiej podczas zebrania członków powstańczej żandarmerii narodowej. Wtedy namiestnikiem był jeszcze książę Konstanty, którego bezskutecznie próbowano zlikwidować już w lipcu 1862 r. Podobnie zresztą jak jego poprzednika, Aleksandra von Lüdersa. Teraz przyszła kolej na nowego rządcę z ramienia Moskwy.

„Niech nie widzi ludzkiej twarzy”

Generał Fiodor Berg został namiestnikiem Królestwa Polskiego na początku września 1863 r. Trzydzieści lat wcześniej, w czasie powstania listopadowego, dowodził szturmem na warszawską Wolę. Trzy godziny przed zamachem wybrał się na „sentymentalną” wycieczkę. Pokazywał adiutantowi miejsca i opowiadał o swoich walkach z Polakami w 1831 r.

Żandarmi narodowi przygotowujący plan napaści na Berga rozważali kilka możliwości. Myśleli o podłożeniu min pod Krakowskim Przedmieściem, w kanale prowadzącym do klasztoru Karmelitów. Wyrysowano już nawet plany, ale ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu. Zdecydowano się na rzucenie bomb z gmachu przy Krakowskim Przedmieściu, należącego do byłego przewodniczącego Towarzystwa Rolniczego Andrzeja Zamoyskiego, który został zmuszony przez cara do emigracji tuż przed wybuchem powstania. Najwygodniej było rzucić bomby z antresoli nad cukiernią Nowaczyńskiego. Znajdowała się tam jednak sala bilardowa zawsze pełna graczy, wybrano więc niewielki pokój na czwartym piętrze, wynajęty kilka dni przed akcją. Sprawdzono dokładnie drogę ucieczki przez leżące na tyłach ogrody, aż do domu Krasińskich i dalej na ulicę Mazowiecką. Bomby Orsiniego (nazwa pochodziła od nazwiska zamachowca na Napoleona III, który użył bomb z piorunianem rtęci) przywiózł z zagranicy „Okularnik”, czyli Włodzimierz Lempke. Przechowywane w kilku miejscach, zostały wypełnione dynamitem przez „Bronka” – Bronisława Jaskólskiego, pracownika fabryki Frageta, i przetransportowane na Krakowskie Przedmieście. W lasach pod Miłosną „Ślązak” – Stanisław Karwowski, próbował celność dubeltówki, z której miał strzelać do Berga.

Tymczasem już wcześniej w powstańczej „Polsce” ukazał się artykuł ostrzegający, aby w związku z aresztowaniami przechodniów niekłaniających się przejeżdżającemu namiestnikowi unikać poruszania się Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem między szóstą a ósmą wieczorem. „Zmuszeni zaś do wyjścia w tym czasie z domu mogliby obchodzić bocznymi ulicami, lepiej nadłożyć cokolwiek drogi niż dostać się do aresztu lub zdjąć czapkę przed gnębicielem i mordercą. Niech namiestnik oprócz towarzyszącej mu dziczy azjatyckiej nie widzi w koło siebie żywej twarzy ludzkiej” – brzmiał komunikat.

I rzeczywiście ulice, zawsze pełne o tej porze przechodniów, zwłaszcza przy ciepłej, słonecznej w tych dniach pogodzie, nagle się wyludniły. Stało się to powodem licznych plotek, szeptano o mającym wybuchnąć w mieście powstaniu. Wszyscy byli przekonani, że „coś” się wydarzy.

„Aresztować dom!”

19 września 1863 r., po piątej po południu Berg opuścił koszary w Łazienkach, gdzie odwiedzał rannego oficera, wsiadł do powozu i ruszył Alejami Ujazdowskimi przez Nowy Świat ku Krakowskiemu Przedmieściu. Im bardziej zbliżał się do Zamku, tym ludzi było mniej, zaledwie kilku chłopców sprzedających gazety, parę Rosjanek idących do cerkwi…

W pokoju na czwartym piętrze piątka zamachowców ze straży narodowej: Dominik i Feliks Krasuscy, Władysław Wnętowski, Albert Kuhnke i Stanisław Karwowski, słyszała tętent koni zbliżającego się orszaku. Chwilę potem, gdy powóz zrównał się z budynkiem, Karwowski wypalił z dubeltówki. Berg poczuł uderzenie niczym pięścią w kark. Metalowe siekańce trafiły w poły jego płaszcza i kołnierz. Ale wstał i złapał się za ramię woźnicy. Butelki z fosforem, mające zapalić powóz, rzucone przez braci Krasuskich nie trafiły, ale spadły na bruk. Ulicę spowiły kłęby duszącego dymu. Wtedy rzucono bomby, ale też niecelnie. Przy okazji towarzysze trącili łokciem Karwowskiego chcącego dostrzelić Berga. Tumany kurzu zasłaniały jakikolwiek widok, gdy opadły, ukazał się Berg „z twarzą kredowo białą”. Zamach się nie powiódł.

Blady i ogłuszony namiestnik zaczął krzyczeć do pierwszego napotkanego oficera: „Idź pan zaraz do komendantury, …aresztować dom!…bombardować dom!…skonfiskować go!”. W tym czasie jego adiutant z żołnierzami próbowali dostać się do środka, ale zgodnie z planem brama była zamknięta, a gdy w końcu wyszli na czwarte piętro, znaleźli tylko nabitą jeszcze dubeltówkę… Zamachowcy byli już daleko.

Ku zamieszkanemu przez blisko 650 osób budynkowi natychmiast podążyły bataliony rosyjskiej piechoty. Wszystkich obecnych – ponad 200 osób – wypędzono na dziedziniec i po północy zaprowadzono do Cytadeli. Wśród nich syna właściciela, Stanisława Zamoyskiego, którego zesłano na kilka lat w głąb Rosji, a budynek oraz pałac ojca zostały skonfiskowane i „przeszły na zawsze pod zarząd władzy wojskowej”.

Barbarzyńska tłuszcza zamiast armat

Na miejscu pojawił się także z kolejnymi oddziałami generał Paweł Korff, który przypomniał o wydanym jeszcze w lutym przepisie, że jeżeli z jakiegoś domu padną strzały do wojska, ma on być natychmiast zburzony. Sprowadzono zatem armaty, zgromadzeni na miejscu generałowie odwiedli go jednak od tego zamiaru. Wtedy Korff „wpadł na pomysł iście barbarzyński, mogący powstać w niemądrej i dzikiej głowie barona inflanckiego”. Do budynku wpuszczono kilka kompanii piechoty. „Żołnierz rosyjski był wtedy mocno podrażniony, z charakteru swego narodowego skłonny do burzenia i niszczenia, jak wszyscy barbarzyńcy, czujący pewną niechęć do cywilizacyjnych objawów życia, których nie rozumiał, a które mu imponując, gniewały go mocno. Z radością więc, z pewną zaciekłością, istną hord Attyli, depcząc starą rzymską kulturę, rzucił się wewnątrz obu nieszczęsnych domów i wszystko, co napotkał niszczył, łamał, tłukł. Meble rąbano siekierami, wyrzucano je przez okna na ulicę… Leciały niby grad, krzesła, stoły, szafy, brony, świeczniki, lampy, porcelana, zwierciadła, łóżka, obrazy, książki, pościel, ze straszliwym trzaskiem i dzikimi okrzykami barbarzyńskiej tłuszczy” – zapisał Walery Przyborowski.

Tak zniszczono kilka tomów rękopisów historii Jana Długosza przygotowanych do wydania przez Tadeusza Lubomirskiego. W mieszkaniu Izabeli Barcińskiej, siostry Fryderyka Chopina, zostały tylko ściany. Rozbito porcelanowy serwis – dar dla kompozytora od króla Francji Ludwika Filipa, spalono bezcenną korespondencję, książki, meble, obrazy i fortepian. Dwa lata później Cyprian Kamil Norwid napisał słynny wiersz „Fortepian Chopina”: „…Ten!… co Polskę głosił, od zenitu/Wszechdoskonałości Dziejów/Wziętą, hymnem zachwytu -/Polskę – przemienionych kołodziejów;/Ten sam – runął – na bruki z granitu!…”.

W mieszkaniu orientalisty Józefa Kowalewskiego, dziekana wydziału filologiczno-historycznego Szkoły Głównej, badacza ludów Wschodu, człowieka oddanego Petersburgowi, który przeszedł nawet na prawosławie i poślubił Rosjankę, spalono 40 tomów opracowywanego do edycji słownika mongolskiego, przepadły bezcenne rękopisy chińskie, mongolskie, tybetańskie, zniszczono album z wpisami Adama Mickiewicza, Tomasza Zana… Kowalewski, człowiek dotąd nawet miły, rozmowny, zmienił się nie do poznania, zapadł się w sobie. Gdy skarżył się u swych Moskali, usłyszał tylko: „Takie są prawa wojny…”. Złupiono pozostałe mieszkania i sklepy na parterze. W następnych dniach zrabowane przedmioty Rosjanie sprzedawali za bezcen miejscowym Żydom. Ogromny gmach, bez okien, z resztkami potarganych firanek zionął pustką. Wokół krążyły watahy spitego żołdactwa. Wyrzucone na Krakowskie Przedmieście rzeczy podpalono. Świadkowie opowiadali, że ogień sięgał na wysokość wież kościoła św. Krzyża. „Buchnął więc olbrzymi płomień, purpurową łuną unoszący się nad miastem, a jenerałowie zasiedli na zrabowanych krzesłach i jak nowożytni Neronowie, przypatrywali się temu niezwykłemu i jedynemu w swoim rodzaju widowisku”.

Jarosław Szarek
Jarosław Szarek, dr historii, redaktor, publicysta, autor książek „Wojna z narodem”, „Czarne juwenalia”; współautor m.in.: „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917–1956)”, „Komunizm w Polsce”, „Droga do niepodległości. Solidarność 1980–2005”; serii książek historycznych dla dzieci „Kocham Polskę”.
Artykuł ukazał się na łamach “Gazety Polskiej Codziennie”
wykorzystano kadr z filmu „Ostatni koncert” – płonący fortepian z 1990 roku Władysława Hasiora

1 Comment on Jarosław Szarek – Moskale i fortepian Chopina

  1. optionrider // 31/10/2015 o 1:11 AM // Odpowiedz

    Kacapska dzicz nic się od tamtych czasów nie zmieniła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: