W interesie Polski – rozmowa z kanadyjskim prawnikiem


W interesie Polski

Rozmowa z prawnikiem Lidią Sokołowską-Cybart na temat protestu przeciwko emisji filmu National Geographic Channel o katastrofie smoleńskiej

Anna Łabieniec: Jest Pani znaną Polonii kanadyjskiej osobą, zaangażowaną w przekazanie światu prawdziwej narracji wydarzeń związanych z tragedią smoleńską. Dlaczego jest to tak bliska Pani sprawa?

Lidia Sokołowska-Cybart: Jestem z wykształcenia prawnikiem, studia skończyłam w Gdańsku, gdzie na tamtejszym uniwersytecie miałam szczęście poznać śp. prof. Lecha Kaczyńskiego, który uczył nas prawa pracy. Mieszkam w Kanadzie od 1988 r. Studiowałam też na U of T, interesuję się prawem międzynarodowym – ukończyłam w Toronto kierunek Stosunki Międzynarodowe z wyróżnieniem, specjalizuję się w prawie morskim. Poświęcam także sporo  czasu na charytatywną pracę edukacyjną, wspierając dzieci i młodzież polską w Kanadzie oraz wszystkich tych, którzy interesują się przedmiotami ścisłymi.

Zawsze interesowałam się polskimi sprawami – dobro Polski leży mi bardzo na sercu.  Katastrofa smoleńska była przełomowym momentem nie tylko dla mnie, ale i dla wielu moich przyjaciół i znajomych. Staram się robić wszystko, co tylko Polak w Kanadzie może i powinien zrobić, żeby odwrócić ten niekorzystny dla Polski trend polityczny i historyczny. Brałam udział w działaniach Polonii kanadyjskiej podczas wyborów prezydenckich, popierając kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego. Ta spontaniczna akcja skupiła sporo ludzi; byliśmy nieformalną grupą o nazwie „Polacy 2010”.  Pracowaliśmy po to, aby także z Kanady, zgodnie z polskim prawem wyborczym, napłynęły wymagane podpisy wspierające kandydaturę prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Zadbaliśmy o to, aby w komisjach wyborczych w Kanadzie uczestniczyli mężowie zaufania z ramienia PiS.  Niestety, z różnymi rezultatami. Otrzymaliśmy z tego tytułu imienne podziękowania od Jarosława Kaczyńskiego, wręczone przez pana posła Antoniego Macierewicza, podczas jego wizyty w Toronto.

Zareagowała Pani wiele miesięcy temu na wiadomość, że kanadyjski oddział National Geographic realizuje odcinek poświęcony wydarzeniom z 10 kwietnia 2010 r. w serii przedstawiającej wypadki lotnicze. 

Akcję związaną z filmem pierwotnie zatytułowanym „Wykonując rozkazy”, a obecnie „Śmierć prezydenta,” realizowanym przez National Geographic Channel, robiliśmy w podobnym gronie „Polaków 2010.” Przesyłaliśmy sobie wzajemnie informacje i planowaliśmy działania. Ta kwestia wypłynęła już dawno, przy pierwszej próbie emisji filmu.  Napisałam, tak jak wielu Polaków w Kanadzie, bezpośrednio do producenta wskazując na moje obawy, iż w przygotowaniu filmu nie uwzględniono istotnych kwestii, podniesionych przez parlamentarny zespół badający katastrofę i przekazałam dane kontaktowe do zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza, zaznaczając, że wyniki badań, zarówno MAK jak i komisji Millera do tego stopnia odbiegają od standardów przyjętych w świecie, że emitowanie programów opartych jedynie na tych źródłach, może skończyć się pozwami z tytułu naruszenia dóbr osobistych wielu osób, szczególnie rodzin ofiar.

Dostałam szybko odpowiedź, że producenci stosują w tego rodzaju produkcjach najwyższe standardy, a więc odpowiedź z której niewiele wynikało. To było w czerwcu ubiegłego roku.

Ta pierwsza reakcja była bardzo niepokojąca.

Sprawa wypłynęła ponownie, gdy dostałam informację od przyjaciół, że na stronie internetowej znów zapowiedziana jest emisja tego filmu. Wielu uważało, że zmiana tytułu pozwala sądzić, iż nastąpiły też zmiany w treści. Byłam pesymistycznie nastawiona, gdyż nie miałam żadnych informacji o kontaktach producentów z zespołem Antoniego Macierewicza, ani naukowcami zaangażowanymi w niezależne badania.

Okazało się niestety, że obawy były słuszne. Treść filmu nie uległa zmianie.  Doszłam więc do wniosku, że nie możemy liczyć na dobrą wolę ze strony producentów i dalsza z nimi  korespondencja nie ma sensu.  W tej sytuacji interes Polski wymagał wstrzymania emisji do czasu, kiedy film będzie odpowiadał standardom National Geographic Society. Skierowałam pismo do Board of Trustees w National Geographic Society, ponieważ jest to szacowna instytucja, a zasiadający tam ludzie to grono profesjonalistów o ustalonej reputacji, odznaczające się postawą etyczną i moralną, która gwarantuje zachowanie właściwych standardów. Prawdopodobnie nie mają wiedzy na temat sytuacji związanej z tą produkcją. Czas naglił, więc wysłałam pismo na adres stowarzyszenia, a także innych szacownych instytucji, np. Smithsonian Institution, w których członkowie NG Board of Trustees pełnią także odpowiedzialne funkcje.

Poprosiłam o przekazanie listu do wszystkich członków Boardu i do dziś nie otrzymałam odpowiedzi. Jeśli nadal nie otrzymam, noszę się z zamiarem wysłania skróconej wersji tego listu imiennie do każdego z członków Boardu, dla pewności, tradycyjną pocztą. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Myślę, że warto zwrócić się także do Canadian Broadcast Standards Council, również listownie, korzystając z zachęty zamieszczonej na oficjalnej stronie rady, i poprosić radę o dokładne zbadanie sprawy.  Skarga taka jest procedurą dostępną dla każdego w Kanadzie. Jeśli dojdzie do projekcji na terenie tego kraju, trzeba zwrócić uwagę, że skarga musi być złożona przed upływem 28 dni od emisji.  W składzie stowarzyszenia skupiającego prywatnych nadawców jest zarówno National Geographic Channel, jak i Discovery Channel.  Zrzeszenie obejmuje całe spektrum kanadyjskich nadawców. Myślę, że w interesie rodzin smoleńskich i Polski, ale także i Kanady i samej rady leży, aby ta kłamliwa wersja wydarzeń nie została ponownie puszczona w eter. Jestem pewna, że tutaj, w Kanadzie, możemy liczyć na obiektywne i rzetelne podejście rady, powołanej do czuwania nad przestrzeganiem koniecznych standardów przez prywatnych nadawców. Jesteśmy w stanie to zrobić.

Niezależnie od pisania skarg możemy zebrać podpisy pod petycją. 

Można też poprosić o współpracę Polaków z USA, gdyż jedna z ofiar katastrofy, śp. Wojciech Seweryn był obywatelem amerykańskim.  Być może zechcą podjąć korespondencję z Federal Communications Commission (Consumer and Governmental Affairs Bureau) i poprosić ich o pochylenie się nad tym filmem.  W tej chwili nie jest mi wiadomo, czy ten film ma być prezentowany w jakiejkolwiek stacji  amerykańskiej, podobnie jak i kanadyjskiej.

Sukces Polonii w sprawie wstrzymania emisji filmu w Kanadzie został otrąbiony przez niektórych zdecydowanie zbyt wcześnie – fakt, że nie wyemituje go jedna stacja, nie znaczy, że nie pokaże go inna.  Nic nie jest przesądzone.

Nie mamy żadnych danych po temu, żeby twierdzić cokolwiek na temat planów projekcji tego filmu w Kanadzie, czy w USA. Nie wiemy, czy jego projekcja jest planowana, czy nie, przez innych nadawców. Możemy jedynie śledzić zapowiedzi i w momencie, gdy taka zapowiedź się pojawi – reagować. Może go wyemitować każdy, kto dysponuje prawami do takiej emisji. W naszym interesie jest pisać już teraz do Discovery Channel, który jak informują niektóre media, jest potencjalnym nadawcą.  Sugeruję więc, że należało by pójść w trzech kierunkach: wysłać list do Board of Trustees w National Geographic Society, sporządzić petycję w internecie i zwrócić się grupowo do Canadian Broadcast Standards Council (CBSC) z prośbą o informacje na temat planów emisyjnych ich członków-nadawców, prosić o pochylenie się z troską nad uzasadnioną petycją w sprawie tego filmu, zwłaszcza w kontekście braku właściwej reakcji producenta na zastrzeżenia zgłoszone w czerwcu 2012 r.

Warto też poinformować Polonię, co można zrobić, jeśli mimo wszystko dojdzie do projekcji w Kanadzie.  Z moich informacji wynika, że do tej pory wyemitowano ten film jedynie w Polsce i w Rosji. Ponieważ jednak producent ma swoją siedzibę w Kanadzie, należy przygotować się do podjęcia postępowania również w Kanadzie.

Jak Pani skomentuje odrzucenie zaproszenia przez członków komisji Millera do udziału w konferencji naukowej, która odbyła się we wtorek na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, na której naukowcy z Polski i z innych krajów świata przedstawili wyniki swoich badań, które podważają ustalenia MAK i polskiej komisji? Nie podjęli oni próby obrony swego raportu.

Ci ludzie, myślę tu zwłaszcza o panu Lasku – pokazali, niestety, takim zachowaniem arogancję, brak należytej troski o sprawy publiczne, polskie i nie tylko polskie (są to także interesy sojuszników z Unii Europejskiej i z NATO, a więc i Kanady). A może pokazali też obawę, co do poziomu swoich kompetencji? Jako obywatelce Polski i Kanady bardzo mi żal, że do konfrontacji nie doszło, bo w wyniku takiego spotkania ekspertów reprezentujących sprzeczne ze sobą teorie, można było z pewnością wyjaśnić wiele kwestii. Wszyscy na tym straciliśmy. Była to unikalna okazja, aby popchnąć sprawę do przodu, nie tylko w aspekcie naukowym, ale i praktycznym. Z punktu widzenia międzynarodowych interesów Polski – to ogromna strata.

Zwracam uwagę na wielki wysiłek i ogrom pracy, jednocześnie wyrażając podziw i wdzięczność dla renomowanych naukowców polskiego pochodzenia, mieszkających i pracujących w prestiżowych instytucjach z najwyższej światowej półki: prof. Biniendy, doktora Nowaczyka, Szuladzińskiego, Berczyńskiego i innych, prowadzących mozolne badania, biorących udział w tej konferencji. To, że nikt z autorów raportu komisji Millera nie przyszedł na konferencję, to dla Polski stracona szansa. Nie wykorzystano tego potencjału. Trudno to zrozumieć. Dlaczego ktoś, kogo nie tylko moralnym i patriotycznym, ale także prawnym  obowiązkiem jest wyjaśnienie tego precedensowego dla Polski i świata tragicznego wydarzenia – nie widzi powodu, dla którego powinien skonfrontować swoje ustalenia z innymi ekspertami tej klasy?

Co Pani czuła słuchając Polaków występujących w filmie „Śmierć prezydenta” wygłaszających takie mniej więcej kwestie jak: „pojawiły się teorie spiskowe, iż nie był to zwykły wypadek” ?

Osobiście, takie właśnie wypowiedzi uważam za przynależące do pozastandardowych kategorii, potocznie nazywanych „teoriami spiskowymi” dlatego, że do dziś na tym etapie śledztwa polskiego (rosyjskie standardy śledcze nie odpowiadają wielu wymogom, powszechnie przyjętym w naszym kręgu cywilizacyjnym), w zgodzie z moją najlepszą wiedzą, nie ma żadnych przesłanek, by twierdzić, iż jakikolwiek scenariusz został wykluczony, w tym także ten, iż do zamachu nie doszło.

Czytelnicy chcący złożyć swój podpis pod petycją w sprawie nie dopuszczenia do emisji filmu „Śmierć prezydenta” mogą to zrobić, wchodząc na stronę internetową:

http://www.avaaz.org/en/petition/Do_not_allow_the_pseudodocumentary_titled_Death_of_the_President_bear_the_logo_of_the_National_Geographic_Society/?kaQYcdb

Wywiad ukazał się w Kanadzie, w polonijnym tygodniku „Merkuriusz Polski”

Rozmowę z prawnikiem Lidią Sokołowską – Cybart przeprowadziła Anna Łabieniec

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: