O historii i przyszłości – Rozmowa z Tedem Opitzem posłem Partii Konserwatywnej do Parlamentu Kanady


Image 2

fot.: Ted Opitz z ojcem weteranem na ulicy Roncesvalles w otoczeniu polskich żołnierzy

Anna Łabieniec: W październiku Sąd Najwyższy Kanady wydał wyrok w sprawie wyniku wyborów w okręgu Etobicoke Centre, które odbyły się w maju 2011 r. i w wyniku których został Pan wybrany na posła do parlamentu. Wyniki próbował obalić pański konkurent Borys Wrzesniewsky z powodu nieprawidłowości, które jego zdaniem, miały miejsce podczas wyborów. Były to dla Pana z pewnością trudne chwile i zmąciły radość z odniesionego zwycięstwa. Jak z perspektywy czasu patrzy Pan na te wydarzenia?

Ted Opitz: Cieszę się, że Sąd Najwyższy Kanady skrupulatnie zbadał sprawę, wątpliwości zostały wyjaśnione i teraz spokojnie mogę kontynuować moją pracę na rzecz wyborców okręgu Etobicoke Centre.

Natychmiast po ogłoszeniu decyzji sądu udał się Pan jako obserwator wyborów na Ukrainę. Czy to prawda, że pozostawiały one wiele do życzenia, jeśli chodzi o standardy demokratyczne?

Zostałem wyznaczony jako obserwator wyborów na terenie Drohobycza. Miało to dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ na tym terenie dorastał mój ojciec, zanim poszedł do wojska – miałem więc okazję chodzić po tej samej ziemi, oglądać strony jego młodości, które na zawsze zostały w jego wspomnieniach.

W Drohobyczu wyznaczono nam kilka lokali wyborczych. Wraz z innymi parlamentarzystami z Kanady wizytowaliśmy lokale podczas procedury otwarcia. Następnie w ciągu dnia odwiedziliśmy kilka innych punktów wyborczych i obserwowaliśmy ich działanie. Wieczorem uczestniczyliśmy w zamknięciu jednego z nich i liczeniu głosów. Jak podkreślali obserwatorzy długoterminowi, problem demokratyczny zaczął się na długo przed wyborami i leżał w systematycznym tłumieniu niezależnych mediów, permanentnym odmawianiu źródeł rządowych dla partii opozycyjnych i uwięzieniu liderów opozycji, jak Julię Tymoszenko i innych.

 Jak Panu zapewne wiadomo, przebywająca w więzieniu Julia Tymoszenko twierdzi, że wybory zostały sfałszowane…

Stanowisko Kanady jest takie, że nie popieramy uwięzienia Julii Tymoszenko, uważamy, że jej proces sądowy na mocy którego przebywa w więzieniu, nie odbył się zgodnie z normami międzynarodowymi. Rezultatem tego jest sytuacja, w której lider opozycji nie mógł startować w wyborach. Z czego jasno wynika, że miałoby to ogólny wpływ na wynik wyborów. Ta sytuacja trwa i uważam, że rząd ukraiński powinien zwolnić przywódców opozycji z więzień, aby demokracja stała się faktem na Ukrainie. Kraj ten w obecnym systemie sam pozbawia się przyszłych możliwości – a ma wielkie perspektywy energetyczne, rolnicze, dobrze wykształconych obywateli. Przy takim stanie rzeczy, Ukraina nigdy nie osiągnie pełnych możliwości, a ma szanse na to, by zostać jednym z wielkich narodów Europy.

 Wspomniał Pan, że Drohobycz jest związany z dziejami pańskiej rodziny. W jaki sposób?

Mój ojciec Zdzisław wychował się w Drohobyczu i we Lwowie, gdzie dziadek, Jan Opitz prowadził biznesy i miał posiadłości ziemskie. Wiem, że był dobrym pracodawcą, ponieważ zachowały się stare fotografie dziadka z pikników, które organizował dla swoich pracowników. Oczywiście mój ojciec wychował się w tej okolicy, chodził tam do gimnazjum. W 1938 roku poszedł do szkoły inżynierii chemicznej. Mój dziadek walczył w Legionach Piłsudskiego i oczywiście w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Był bliskim przyjacielem marszałka Piłsudskiego i gen. Tokarzewskiego, który często bywał w naszym domu. Generał Tokarzewski w 1938 roku namówił mojego ojca, by studiował w Akademii Wojskowej. Radził mu:

– Zapomnij o inżynierii chemicznej, wkrótce będzie wojna i musimy być dobrze wyszkoleni.

I tak to mój ojciec, idąc za jego radą wylądował w Akademii Wojskowej w Warszawie. To być może uratowało mu życie, ponieważ był wyszkolony i gotowy do walki. Gdy pierwsze niemieckie czołgi przekroczyły polską granicę, był młodym porucznikiem dowodzącym plutonem przeciwczołgowym. Zniszczył cztery niemieckie czołgi, ale zaraz zorientował się, że za nimi idzie cała niemiecka armia.

Historia bitew w Polsce jest nam dobrze znana z książek, mój ojciec ją przeżył, doświadczył bezpośrednio. Znalazł się w podziemnych strukturach przeprowadzających ludzi na Węgry i do innych krajów. Ale ktoś go zdradził, został złapany przez sowietów i zesłany na Syberię. Mój wujek Tadeusz, młodszy brat ojca, podzielił jego los. Dziadek zmarł w drodze na zesłanie. Według opowiadań kuzynów i rodziny, zmarł w pociągu, a jego ciało zostało wyrzucone w tundrę. Tak zakończyło się życie wielu polskich patriotów-żołnierzy.

Moja mama, Elżbieta z domu Subacz, urodziła się w małym miasteczku Stara Wilejka – byłą córką rolników. Wraz z siostrą zostały zabrane przez Niemców na roboty przymusowe. Mama miała wtedy 14 lat, ciocia 19. Spędziły wojnę w Niemczech. Pod koniec wojny mama znalazła się w brytyjskim, potem w polskim Czerwonym Krzyżu, gdzie pomagała w biurze wojennym. W 1947 pojawiła się możliwość wyjazdu do Kanady.

W 1946 roku mój ojciec wrócił do Anglii. Walczył pod Monte Cassino, Piede Monte, Bolonią, Anconą. Był dowódcą szwadronu czołgów w randze kapitana. I co ciekawe, gen. Anders często „wypożyczał” go innym armiom, dzięki temu współpracował z Amerykanami, Brytyjczykami i Kanadyjczykami. W tamtych czasach polubił zwłaszcza Kanadyjczyków i dlatego gdy po powrocie do Anglii pojawiła się możliwość wyjazdu do Kanady, skorzystał z niej. Ojciec został odznaczony za udział w walkach wieloma odznaczeniami, m.in.: Krzyżem Walecznych, Krzyżem Monte Cassino, brytyjskimi odznaczeniami. Dziś mieszka w Domu Kopernika, ma 93 lata.

Image

fot.: Zdzieslaw Opitz podczas II wojny w polskim mundurze 

Jak ojciec zareagował na wiadomość, że Pan został posłem kanadyjskiego parlamentu?

Oboje rodzice byli bardzo dumni, że zostałem posłem. Ojciec zawsze powtarzał, gdy byłem mały, że muszę iść do wojska, żeby to co stało się w Polsce podczas II wojny, nie powtórzyło się w Kanadzie. Pod jego wpływem wstąpiłem do Armii Kanadyjskiej, którą opuściłem po 33 latach służby w randzie podpułkownika.

W końcu lat 90. służyłem w Bośni jako członek sił stabilizacyjnych NATO. W czasie służby wojskowej pełniłem różne role, byłem, między innymi, asystentem szefa sztabu w Canadian Forces College, byłem dowódcą pułku The Lincoln and Welland. Równolegle zdobywałem wykształcenie i rozwijałem karierę w branży telekomunikacyjnej. Rozpoczęcie działalności politycznej jest dla mnie przedłużeniem służby wojskowej – i tu i tam staram się służyć ludziom. Jako dowódca odpowiadałem za moich żołnierzy, teraz jako poseł służę moim wyborcom. Zamieniłem regiment na okręg wyborczy. Jedyna różnica jest taka, że żołnierze nie mogli mnie zwolnić, natomiast wyborcy mogą to zrobić poprzez głosowanie. I za to co robię odpowiadam przed ludźmi, a oni mają prawo rzucać mi wszelkie wyzwania, zawsze i wszędzie. To jest życie, które świadomie wybrałem i które akceptuję i jestem z tym szczęśliwy. Jestem też dumny, że poprzez moje pochodzenie jestem częścią polskiej społeczności w Kanadzie. Jest nas dwóch Polaków w Parlamencie Kanady – Władysław Lizoń i ja. Władysław urodził się, wychował i wykształcił w Polsce, był prezesem KPK – ja urodziłem się i wychowałem tutaj, służyłem w Kanadyjskiej Armii i mam doświadczenie w biznesie. Nasze doświadczenia dobrze się uzupełniają.

 Czy Wasza wizja Kanady z racji tego, że patrzycie z różnych perspektyw – jest odmienna?

Myślę, że patrzymy na to podobnie. Jesteśmy zgodni, że najważniejszą sprawą dla ludzi jest gospodarka tego kraju. Gospodarka Kanady jest najmocniejsza spośród wszystkich krajów G-7 i nie jest to przypadek, priorytetem konserwatywnego rządu jest stabilizacja ekonomiczna i rozwój gospodarczy. Jedne z badań światowej opinii publicznej wykazały, że 2 miliardy ludzi chciałyby mieszkać w Kanadzie – to niesamowite. Niezależnie z jakiej grupy etnicznej się wywodzimy – polskiej, ukraińskiej, niemieckiej, chińskiej czy hinduskiej – wiemy, że najważniejszą rzeczą dla rozwoju tego kraju jest mocna ekonomia i zapewnienie miejsc pracy dla ludzi.

Czym są dla Pana polskie korzenie?

Jestem dumny z mojego pochodzenia, wychowałem się w polskim środowisku, co zawsze było dla mnie bardzo ważne. Armia asygnowała mnie jako oficera operacyjnego w czasie Światowych Dni Młodzieży, gdy gościliśmy w Kanadzie naszego Papieża. Wcześniej, jako młody człowiek, miałem okazję poznać Jana Pawła II, ponownie spotkałem Go, jako dojrzały człowiek, gdy sprawowałem ważną funkcję podczas jego pielgrzymki – to było dla mnie wielkie i ważne przeżycie, jakby zamknął się krąg. On był najważniejszą osobą w procesie wyrwania Polski z jarzma komunizmu. Dla mnie z perspektywy moich osobistych doświadczeń, był to moment, gdy zbiegły się w jedno wszystkie części mojej tożsamości – moje korzenie, kanadyjskie obywatelstwo, służba wojskowa, moja wiara.

Jakimi sprawami zajmuje się Pan aktualnie jako poseł?

Jedną z najbardziej pilnych jest sprawa protestów mieszkańców centralnego Etobicoke w związku ze zwiększeniem ilości nocnych lotów z lotniska Pearsona nad tym rejonem. Większość nocnych lotów odbywa się na osi wschod-zachód. Loty z północy na południe odbywają się tylko wtedy, gdy wiatr zmieni kierunek, jest ich o wiele mniej. Wyborcy są trochę podzieleni. Wiele osób mówi, że lotnisko zawsze było i przyzwyczaili się do tego. Tym niemniej, wiele osób jest budzonych przez warkot samolotów. Rodziny z małymi dziećmi, starsze osoby – dla nich to jest prawdziwy problem. Zgodnie z przepisami, tylko niektóre samoloty z pewnym typem silnika mogą latać w nocy, w praktyce jednak przelatują starsze samoloty z silnikami czasami nie mieszczącymi się w specyfikacji i są one szczególnie głośne. Mogą też latać bez ograniczeń samoloty wojskowe, które z natury są bardzo głośne i helikoptery ratownicze. Dopuszcza się 38 lotów podczas jednej nocy. Staram się, aby ten limit w dalszym ciągu wynosił 38 lotów, nie więcej. Spotkałem się z ministrem transportu Denisem Lebelem, aby omówić tę sprawę. Większość mieszkańców nie żąda eliminacji nocnych lotów, przyjmują oni do wiadomości, że one muszą się odbywać, chcą tylko zachować obecny limit.

Drugim ważnym problemem, którym się zajmuję jest wysoki wskaźnik przestępczości wśród nieletnich osób w moim okręgu. Dotyczy to w szczególności społeczności pochodzenia somalijskiego, ale zagrożone przestępczością są także inne grupy. Nieletni mają problemy społeczne w rodzinie. 37% dzieci ze szkół średnich porzuca naukę – to ogromna ilość. Lądują na ulicy i niektórzy kończą jako członkowie gangów. Uważam,że wiele osób przystępujących do gangu robi to z tego samego powodu, z którego ja poszedłem do wojska – chcą należeć do czegoś, co daje im poczucie bezpieczeństwa i siłę. My, ludzie, chcemy być w grupie społecznej. Gangi przyciągają na tej samej zasadzie jak wojsko. Dla niektórych dzieci jest to poszukiwanie rodziny zastępczej. Jeśli idziesz do wojska, to jest to konstruktywne, ale jeśli przystąpisz do gangu, jesteś na drodze do wielu przestępstw. Prawdziwym dramatem jest fakt, że gangi wciągają także młodsze dzieci, nawet ośmioletnie. I to się zdarza w niektórych przypadkach w centralnym Etobicoke.

Szukamy możliwości dla tych dzieci, rozmawiamy z politechnikami, alby znaleźć programy pozwalające na powrót tych dzieci do nauki, na ukończenie szkoły średniej, na nauczenie ich zawodu i zdobycie jakichś umiejętności. W Kanadzie brakuje wykwalifikowanych ludzi w zawodach rzemieślniczych. Zdobycie takiego zawodu daje wspaniałe możliwości takim dzieciom, ponieważ uważam, że będąc rzemieślnikiem można mieć bardzo dobrą przyszłość – jest wielu zamożnych hydraulików, elektryków itp. Problem dzieci z centralnego Etobicoke, które rzuciły szkołę i wchodzą na drogę przestępczą martwi mnie bardzo. Chcę zaangażować do pomocy młodszych członków tej społeczności, którzy mają dyplomy szkół wyższych – jedna została nawet oficerem RCMP, kilku innych ma bardzo dobre prace – próbuję ściągnąć ich na powrót do tego środowiska, aby byli mentorami dla swoich sąsiadów. Musimy zebrać wszystkie siły, aby móc odnieść sukces. Są to dobrzy ludzie i trzeba im pokazać drogę i służyć radą, i to próbuję robić.

Image 1

fot.: Ted Opitz z premierem Kanady Steven Harperem

Nie zapomina Pan także o polonijnej młodzieży – oni mają zupełnie inne problemy, niż te z którymi Pan walczy w centralnym Etobicoke – są wykształceni, ambitni, ale stanowią pierwsze pokolenie urodzonych czy wychowanych w Kanadzie – ich rodzice, emigranci, nie mają często wystarczająco doświadczenia w Kanadzie, aby doradzić im i pokierować nimi w początkach ich kariery.

Po pierwsze, jak pani powiedziała, ta młodzież jest mądra. Wielka jej część to ludzie już blisko trzydziestki, mający jakieś doświadczenia zawodowe, znakomite wykształcenie – i są częścią Polonii. Moją rolą jest pomóc, nie tylko moją zresztą, ponieważ pomagają też inni: Chris Korwin-Kuczyński, Władek Perchal i Władysław Lizoń. Jest to więc wspólny wysiłek nas, będących w parlamencie, w armii, w polityce, aby pomóc ukazać tym młodym osobom potencjał istniejący w nich samych oraz w sieci znajomości którą tworzą. Oni mają już umiejętności, są inteligentni, mają ambicje – to posiadają.

Muszą nauczyć się działać skuteczniej poprzez network z innymi organizacjami i osobami nie tylko w Polonii, ale także poza nią. Ponieważ im większe sukcesy odnosi się w networku, tym większe szanse na uświadomienie sobie swego maksymalnego potencjału. Koniec końców, to właśnie pomoże Polonii. Bardzo szanuję naszą historię, szczególny szacunek należy się weteranom, w tym mojemu ojcu, ale uważam, że nie powinniśmy żyć tylko historią. Mamy wspaniałą historię, ale teraz potrzebujemy wspaniałej przyszłości. I wygląda na to, że młodzież tego dokona. Młodzi ludzie powinni czuć się swobodnie w kanadyjskim społeczeństwie, walczyć o dobre kariery. Nie ma powodu, aby młodzi Kanadyjczycy polskiego pochodzenia nie radzili sobie lepiej, niż moja generacja oraz inne społeczności. Można wciąż być skupionym na własnym środowisku i na własnej kulturze, ale jednocześnie współtworzyć kanadyjską tkankę społeczną.

 Wspomniał Pan, że zajmuje się też stałą współpracą parlamentarną między Polską i Kanadą, a także nad zacieśnieniem więzów obu armii.

Władysław Lizoń i Blaine Calkins zapoczątkowali program praktyk parlamentarnych dla studentów z Polski. Jest on wzorowany na programie ukraińskim, który trwa już od wielu lat. Bierze w nim udział 40 praktykantów rocznie. Sprowadzenie praktykanta do pracy w biurze parlamentarzysty na kilka miesięcy kosztuje 5 tys. Dolarów, ten program sponsorowany jest przez donacje od prywatnych osób oraz organizacji. Wzorujemy się na tym programie ponieważ jest sprawdzony i odniósł wielki sukces. Na poziomie wojskowym kontakty są nieustające. Mamy polskich żołnierzy na szkoleniach w Kanadzie, kanadyjscy żołnierze szkolą się w Polsce. Na poziomie studenckim będziemy rozbudowywać ten program praktyk i mamy nadzieję, że za parę lat będzie to ważne przedsięwzięcie i obejmie dużą liczbę młodzieży. Już mamy Youth Mobility Program i on działa. To świetny sposób na poznanie innego kraju, zdobycie kanadyjskiego doświadczenia w pracy. Ponadto Polska ma wielu obywateli wykształconych w rzemiośle, a Kanada potrzebuje wykwalifikowanych osób z zawodem. Nasz system imigracyjny się zmienia, staje się bardziej elastyczny. Naszym celem jest, aby proces imigracyjny trwał krócej. Tak jak obecnie jest w Australii i Nowej Zelandii – jest to kwestia czasu. System punktowy także zmieni się na bardziej atrakcyjny z punktu widzenia aplikantów.

Uważam, że Kanada powinna witać i doktorów i rzemieślników. Wyższe wykształcenie nie zawsze jednak przekłada się na kanadyjskie warunki i wiele osób jest sfrustrowanych spędzaniem mnóstwa czasu na uaktualnienie swoich dyplomów w Kanadzie. Natomiast z rzemiosłem w ręku może to wyglądać na bezpośrednie przeniesienie. Zapraszamy wszystkich z całego świata i osobiście zachęcałbym Polaków do składania aplikacji imigracyjnych do Kanady.

Co to znaczy dla Pana być w dzisiejszych czasach konserwatystą?

Partia Konserwatywna stawia na ekonomię i miejsca pracy i na tym się skupiamy. Mam wielu przyjaciół z partii opozycyjnych, lubię ich bardzo i cenię ich wkład do Parlamentu oraz ciężką pracę na rzecz wyborców, ale uważam, że chcą wydawać pieniądze, których nie mamy i podnosić podatki, na które nas nie stać. My skupiamy się na obniżaniu podatków. Nasz rząd wprowadził ulgi podatkowe przeznaczone dla dzieci uprawiające sport. Wprowadziliśmy takie ulgi podatkowe na przykład także na edukację. Dzięki takim ulgom podatkowym, przeciętna rodzina w Kanadzie oszczędza obecnie około 3 000 dolarów. Uważam także, że podatki korporacyjne są obecnie na takim poziomie, który zachęca biznes do działania, co oczywiście stwarza miejsca pracy. Stabilna sytuacja gospodarcza i stwarzanie miejsc pracy to podstawowe sprawy w dzisiejszym świecie, ponieważ jest to świat gospodarczo niestabilny. Europa jest w trudnej sytuacji ekonomicznej, widzimy co stało się w Grecji, Hiszpanii i Portugalii. USA jeszcze nie jest na prostej drodze i wciąż jest w nieustabilizowanej pozycji ekonomicznej. Jeżeli chodzi o moją osobistą filozofię konserwatyzmu, to sprowadza się ona do przekonania, że ludzie powinni odnosić sukces, bazując na ambicji i ciężkiej pracy. Wierzę, że ludzie w bardzo ciężkiej sytuacji powinni otrzymywać pomoc, musi być ubezpieczenie od bezrobocia i w szczególnych przypadkach, gdy ludziom powinie się noga, rząd powinien być w stanie podać rękę.

Moi rodzice nigdy nie szukali pomocy, nigdy nie brali pożyczek. Oszczędzali pieniądze, spłacili dom, zawsze mieliśmy jedzenie na stole. Ojciec pracował, mama była w domu, nas dzieci było czworo i zawsze wszystko grało, radziliśmy sobie z problemami. Myślę, że większość ludzi może tak żyć, z dobrym planowaniem, nie sądzę, aby czasy zmieniły się tak bardzo. Chcę żeby każdy człowiek miał szansę odnieść sukces. Wierzę także w dobry system imigracyjny. Uważam, że musimy przyciągać tu wartościowych imigrantów. Ludzie przyjeżdżający tutaj powinni dokładać się do wspólnego dobra. Obecnie zmieniamy także system dotyczący uchodźców. Pracujemy nad prawem pozwalającym pozbywać się szybciej obcokrajowców kryminalistów, ponieważ oni wykorzystują dobrą wolę podatników. Wierzę także w podejście „Prawo i Porządek”. To moja filozofia konserwatysty.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w pracy poselskiej. 

Pytania związane z rządem federalnym i pracą Teda Opitza można zadawać dzwoniąc pod numer:
416-249-7322, lub szukać informacji na stronie internetowej http://www.tedopitz.ca. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: