Aleksander Rybczyński – insurekcja smoleńska


Insurekcja smoleńska_2

W czerwcu 1989 roku daliśmy się nabrać na wolną Polskę. Przemiany były tak oszałamiające, że wzięliśmy przynętę prosto w otwarte serca. Byliśmy złaknieni marzeń i zmęczeni dziesiątkami lat trwania reżimu i kolejnych odwilży. Ci, którzy nieufnie przyglądali się rozmowom okrągłego stołu, zakładając, że za kulisami obrad komuniści rozstawili już kwadratowy stół, przy którym jak zwykle postawią na swoim, szybko zapomnieli o swojej przenikliwości. Imperium zaczęło się sypać na dobre, zburzono symbol podziału świata – mur berliński, otworzono granice. Pojawiły się wielkie możliwości – można było sądzić, że dla wszystkich. Zachwyceni kolorowym światem zachodu, zmieniającym szare ulice i place polskich miast w tętniące życiem europejskie enklawy, nie zwracaliśmy uwagi, kto inwestuje w tę największą w historii prl „odnowę”. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym, zgrzytem w tej kreślonej niepodległym piórkiem polskiej przyszłości, powinna być osławiona polityka „grubej kreski”, pochowanego przy dźwięku dzwonu Zygmunta pierwszego premiera III RP. Wielu z nas burzyło się wewnętrznie przeciw tej niesprawiedliwości wobec ofiar i pokrzywdzonych, ale przeważyła naiwna konstatacja: „niech sobie mieszkają w tych swoich pałacach, a my będziemy mieli wolność”.

Trudno oceniać minione dwadzieścia kilka lat z perspektywy emigracji. Wyjechałem w trakcie trwania rozmów okrągłego stołu i przez dłuższy czas żałowałem, że los nie zatrzymał mnie – w nareszcie wolnej Polsce. Emigracja wciąga i nie jest łatwo odwrócić zmieniające bieg życia decyzje. Pozostałem w Kanadzie i zająłem się redagowaniem ‚Listu oceanicznego”, pisma literacko-kulturalnego, które miało potwierdzić radosną nowinę, że kultura polska jest wreszcie jedna i literatura emigracyjna straciła rację samodzielnego bytu. Do Polski wracałem, podobnie jak większość Polonii na wakacje, starając się nie angażować za bardzo w politykę. Wszystkie bulwersujące wiadomości, takie jak upadek rządu Jana Olszewskiego, zablokowanie lustracji i rezygnacja z dekomunizacji, wybory komunistycznych aparatczyków na stanowisko prezydenta były wielkim rozczarowaniem, ale nadal sądziliśmy, że gra toczy się według demokratycznych zasad, poza kontrolą obcych mocarstw.

Czy podobnie myślała i czuła większość z nas ? W Polsce i w najdalszych zakątkach Ziemi, tam gdzie zatrzymał nas, albo rzucił los ? Myślę, że tak. Przez długi czas wierzyliśmy, że partie polityczne, wywodzące się z solidarnościowej tradycji, być może się różnią, ale w gruncie rzeczy chodzi im o tę samą, wolną i niepodległą Polskę. Myśleliśmy, że prowadzą – czasami skorumpowaną, nieuczciwą i błędną –  ale suwerenną politykę, której celem jest mimo wszystko dobro narodu. Te spostrzeżenia, tak dzisiaj wydające się naiwne i niemądre, byłyby nadal powszechne, gdyby nie doszło do tragedii smoleńskiej. To ona, zabierając życie Prezydenta i jego najbliższego otoczenia, zmieniła życie i świadomość wielu Polaków. W jej rezultacie, dopiero po 10 kwietnia możliwa i oczywista stała się wypowiedź poety Jarosława Marka Rymkiewicza ( w wywiadzie, udzielonym Joannie Lichockiej):  „Istotą prl (trwającego według JMR do dzisiaj) było i pozostaje to, że był on i jest nadal kawałkiem moskiewskiego imperium, kawałkiem zarządzanym na sposób moskiewski przez ludzi wyznaczonych lub przynajmniej zaakceptowanych przez Moskwę.”

Początkowo mało kto odważał się nawet sugerować, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Media zdecydowanie karciły za takie myśli, a politycznie poprawni zwolennicy cywilizacyjnych przemian Rosji z politowaniem rozkładali ręce: „a jaki by oni mieli w tym interes, by zabić Kaczyńskiego. Szans nie miał na ponowny wybór!” Po czym przywoływano wyniki sondaży wyborczych, które, jak dzisiaj wiemy, mogły być dowolnie manipulowane. Czas jednoznacznie zweryfikował rzekomy brak korzyści, wynikających z eliminacji z polityki Lecha Kaczyńskiego, generalicji NATO, czołowych osobistości i bezkompromisowych patriotów. Polska dramatycznie oddaje się pod wpływy Rosji, traci pozycje na arenie polityki międzynarodowej, ograniczając się do basowania możnym. Zaniechano podjętych przez Lecha Kaczyńskiego prób stworzenia silnej koalicji państw Europy Środkowej, należących niegdyś do bloku sowieckiego. Nikt już nie sprzeciwi się kontynuowanej inwazji na Gruzję, nie padną zdecydowane słowa prawdy podczas uroczystości na Westerplatte. Na naszych oczach, przy akompaniamencie gładkich, pustych przemówień rozkradany jest dorobek całych pokoleń.

Katastrofa smoleńska otworzyła oczy tym, którzy mają odwagę poznać prawdę. Stała się jednym z wielkich wydarzeń historycznych budzących narodową świadomość.  Przywołujących do marzeń, odrzucających iluzję i zdradę. Przypomniała o tych, o których zbyt często zapominaliśmy – zdradzonych o świcie, poległych na dalekich frontach w walce o wolną ojczyznę, chwytających za broń w imię honoru i godności.  Uzmysłowiła nam, że tak jak nasi przodkowie, powinniśmy „zachować się przyzwoicie”.  Zamach w Smoleńsku podciął nasze zwinięte skrzydła. Teraz zranieni i rzuceni na kolana zaczynamy rozumieć, do czego służą.

Aleksander Rybczyński

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: