Marek Baterowicz o „INSUREKCJI SMOLEŃSKIEJ”


 

Trudno byłoby nadać lepszy tytuł nowej książce Aleksandra Rybczyńskiego ( Toronto-Kraków, 2014), poświęconej zamachowi smoleńskiemu. „Insurekcja smoleńska”  jest bowiem w opozycji do tych, którzy „nie zdobyli się na odwagę, by otworzyć trumny naszych poległych, a śledztwo oddali bez najmniejszegp sprzeciwu Rosji” ( str.119 ). Nazwałbym ich nawet sektą tchórzy i zdrajców w odwecie za arogancję obraźliwych insynuacji pod adresem tych wszystkich, którzy kwestionują raporty Anodiny i Millera. Są wśród nich nie tylko niezależni eksperci, ale i ludzie myślący logicznie i potrafiący odróżnić zwykły upadek samolotu od rozrzucenia szczątków na tak rozległym terenie, że tłumaczy to jedynie eksplozja na pokładzie. Opinie niezależnych ekspertów tylko potwierdzają ten oczywisty wniosek, chociaż lepiej jest, gdy wspierają go naukowe autorytety jak prof. W. Binienda, prof. K. Nowaczyk czy dr G.Szuladziński.

„Insurekcję smoleńską” poprzedził wstępem prof.Jan Tomkowski, historyk literatury PAN i autor wielu wspaniałych opracowań jak „Juliusz Słowacki i tradycja mistyki europejskiej” ( 1984), „Mistyczny świat Williama Blake’a” ( 1993), „Mistyka i herezja” (1993) czy tomów znakomitych esejów jak „Dom chińskiego mędrca” ( 2000), „Don Juan we mgle” ( 2005) lub „Ciemne skrzydła Ikara” ( 2009), nie licząc innych studiów czy powieści. We wstępie czuć zatem rękę mistrza, zwłaszcza gdy czytamy jego historyczne spostrzeżenia o dziełach romantyków polskich, tworzonych głównie we Francji czy Szwajcarii i dodaje, iż w epoce komputerów testament Wielkiej Emigracji ciągle zobowiązuje. Prof. Tomkowski zauważa też, że Rybczyński w swej książce stawia pytania fundamentalne, o których nie pozwala zapomnieć polskie sumienie. I konkluduje: „Prawdziwy poeta to nie tylko twórca wierszy, ale przde wszystkim strażnik narodowego sumienia” ( str.11). I dlatego też Rybczyński odwołuje się do takich postaci jak Jan Paweł II, ks. Jerzy Popiełuszko, Zbigniew Herbert, Anna Walentynowicz, żołnierze wyklęci. Prof.Tomkowski przyznaje rację Autorowi, że nie wolno dążyć do kompromisu za wszelką cenę, jeśli w grę wchodzi wartość tak cenna jak obywatelska uczciwość ( str.10/11).

„Insurekcja smoleńska” to zbiór felietonów zamieszczanych najczęściej na portalu marszpolonia.com, ale jest tam i recenzja z książki J.M.Rymkiewicza „Reytan. Upadek Polski” (2013) czy ważny wywiad z prof.Wiesławem Biniendą ( str.92 – 97), przypomnienie postaci Ignacego Matuszewskiego i jego gorzkich opinii o Churchillu ( str.116-119), sylwetki i wypowiedzi Janusza Krasińskiego ( str. 154-6) albo powstańców styczniowych ( str.64-7).  „Insurekcja smoleńska” ma układ typowy dla internetowego bloga – jak pisze Autor we wprowadzeniu – bo najstarsze wpisy są na końcu, a najnowsze książkę otwierają. Wpisy starsze firmowane były pseudonimem Nessun Dorma, lecz od wywiadu z prof. W. Biniendą ( 30 września 2011 r.) felietony ukazywały się już pod nazwiskiem Aleksandra Rybczyńskiego.

 

Od formy felietonu odbiega znakomita lista pytań ( str.46-49) dotycząca tzw. „katastrofy” smoleńskiej, która dla Autora jest rezultatem niewątpliwego zamachu, z czym zgadza sie każdy trzeźwo myślący człowiek. Lista owych dramatycznych pytań ( w liczbie 41) jest jakby jądrem omawianej książki, a można ich przecież postawić więcej. Jak pisze Rybczyński : „Polska została podzielona na zadających pytania i udających głuchych” ( str.46). Te niewygodne dla rządu pytania  powinny być jednak zadawane wszędzie – nie tylko w Sejmie, ale i w gazetach czy na witrynach internetowych. Każde z tych pytań dotyka zasadniczych spraw związanych z zamachem, a ich suma wyjaśnia sposób jego przeprowadzenia. Jestem przekonany, że tę listę pytań należałoby wydać osobno w nawet cienkim biuletynie, albowiem lektura ich stanowi bardzo logiczną całość i poraża prostotą podnoszonych kwestii. Każde z pytań jednoznacznie wskazuje na jakiś aspekt zamachu albo akcji podejmowanych w celu jego ukrycia, co w ostatecznym efekcie układa się w sensowną sekwencję i jedynie ktoś wyjątkowo uparty mógłby nadal podtrzymywać wersję „katastrofy”. Z tych 41 pytań przytoczmy tu zaledwie cztery, ale i one już oskarżają i podważają tendencyjne ustalenia MAK-u:

– Dlaczego Tupolew rozpadł się na tysiące kawałków ?

– Dlaczego katastrofa smoleńska jest jedynym w historii lotnictwa przypadkiem, by samolot podchodzący do lądowania z prędkością 270 km/h rozpadł się w drobny mak i wszyscy pasażerowie zginęli ?

– Dlaczego kadłub  nie przełamał się podczas upadku na dwie lub trzy części, jak zwykle się to dzieje w podobnych katastrofach ?

– Dlaczego „upadając” nie zostawił śladu uderzenia na bagnistym podłożu ?

Jedyną logiczną odpowiedź na te pytania daje nam fakt potężnej eksplozji, która rozerwała Tupolewa jeszcze w powietrzu, tuż nad ziemią. I tylko ten wybuch wyjaśnia to, że samolot rozpadł się na tysiące kawałków, wszyscy pasażerowie zginęli a na ziemi nie było śladu uderzenia. I był to wybuch wewnętrzny, o czym świadczy wywinięta na zewnątrz część kadłuba. To z kolei nasuwa nieodparty wniosek, że bomba znajdowała się na pokładzie i zdetonowano ją przed lądowaniem. A jedyne logiczne wyjaśnienie tego faktu prowadzi niestety do przyjęcia porażającej tezy: bombę zamontowano na lotnisku w Warszawie! Musiały tego dokonać czyjeś służby specjalne, nocą i po kryjomu.

W obliczu tych okoliczności – przemawiających  za zamachem – jakże śmieszne i groteskowe było zacieranie śladów na miejscu tragedii czy palenie osobistych rzeczy ofiar i to nawet na terenie MSZ! ( str.111).

Scenariusz zbrodni można bowiem odtworzyć za pomocą samej logiki, znając właśnie okoliczności katastrofy, co jednak w niczym nie umniejsza zasług niezależnych ekspertów, którzy od strony naukowej potwierdzili podejrzenia zamachu. Ogromnej pracy dokonał na tym polu zespół sejmowy Antoniego Macierewicza koordynujący badania naukowców. Wiele światła rzuca rozmowa A.Rybczyńskiego z prof. W. Biniendą, który wytknął komisji MAK-u i Millera całkowite ignorowanie panujących na świecie standardów badań katastrof lotniczych. Co więcej wrak samolotu cięto, a cockpit Rosjanie zabrali natychmiast po rozbiciu się Tupolewa, podobnie czarne skrzynki. Nie zabezpieczono nawet terenu katastrofy, nie oznaczono oryginalnych pozycji fragmentów samolotu  czy nie przeprowadzono analiz powierzchni pęknięć materiału wraku ( str,93) nie mówiąc o próbkach materiałów wybuchowych. Komisja Anodiny i Millera nie spełniły podstawowych warunków wymaganych przy tego rodzaju ekspertyzach. Wszystko bowiem służyło ukryciu elementów prawdy o faktycznych przyczynach tragedii. Lekceważenie strony polskiej, widoczne już w pierwszych godzinach po katastrofie, stało się normą, gdy rząd Tuska oddał śledztwo Rosjanom. A powierzenie Millerowi raportu na temat przyczyn tragedii było niesłychanym krokiem, niewyobrażalnym w krajach praworządnych, albowiem to Miller zajmował się przygotowaniem prezydenckiego lotu. I to również wskazuje na wolę ukrycia prawdy o smoleńskiej katastrofie. W normalnym państwie demokratycznym Miller nie miałby prawa do przygotowania raportu o przyczynach katastrofy.

Ale przecież III RP jest zaprzeczeniem państwa prawa i sporo o tym czytamy na wielu blogach, a od tego tematu nie ucieka i Rybczyński. Wypomina i on to, że prawdziwi winowajcy tylu zbrodni PRL-u pozostali bezkarni, co generuje nowe zbrodnie: „Ciężar zakłamanej przeszłości obezwładnia Polskę tak jak kamienie przywiązane do nóg umęczonego duszpasterza Solidarności ( str.39). Albo: „Nie ukarano zbrodniarzy stalinowskich, a odpowiedzialnych za wojnę wypowiedzianą narodowi 13 grudnia nazywa się ludźmi honoru” ( str.73).  W takim państwie bezprawia łatwo było znaleźć posłusznych wykonawców mataczenia śledztwa smoleńskiego, ostatecznie w r. 1994 decyzją tow.Jaskierni ( ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego!) przywrócono do pracy kilkudziesięciu negatywnie zweryfikowanych prokuratorów z epoki PRL-u. Było więc w czym wybierać ku zadowoleniu „braci” Moskali. I oto Polska – o którą walczyli żołnierze wyklęci i robotnicy „Solidarności” – znowu „odsłania barbarzyńską, wykrzywioną twarz zdrady” ( str.59). A zatem rząd i prokuratora wojskowa, kreująca pozory śledztwa, zaprzeczają wszystkiemu, udając, że nic się nie stało ( str.111) i poruszamy się jak w filmie „Mgła” ( M.Dłużewskiej i J.Lichockiej), przywołanym przez Autora ( str, 165-7), a w tym miejscu brakuje mi jeszcze filmów smoleńskich Anity Gargas.

„ Sfałszowano sekcje zwłok, zmasakrowane ciała w plastykowych workach zalutowano w trumnach, rodziny ofiar przebiczowano przez psychiczną drogę krzyżową, odrzucono oferty międzynarodowej pomocy…” ( str.108) – i to jest suwerenna Polska ? Z pewnością nie, III RP stała się zaledwie „republiczką smoleńską” bez żadnego autorytetu i bez cienia suwerenności. W tym upokorzeniu pozostaje nam tylko „insurekcja”, aby dojść do prawdy o Smoleńsku, która zwycięży tak jak kiedyś prawda o Katyniu. To tylko kwestia czasu, a tym razem nie będzie to procesem tak długoletnim – już teraz sensacją były słowa Iłłarionowa ( byłego doradcy Putina), że brzoza nie mogła spowodować katastrofy i że Tupolew spadając z niskiej wysokości nie mógł zabić wszystkich pasażerów. Ostatecznie też bajki Anodiny, Millera i Laska „skazane są na fiasko, gdyż propaganda zawsze przegra z nauką ( str.38), i ja sądzę, że sfałszowane i służalcze raporty nie mają szans z analizami ekspertów. Przybywa i dowodów świadczących, że „tragedia była wynikiem dobrze zaplanowanego zamachu” ( str.107). Zestrzelenie malezyjskiego MH-17 przyniosło też mocne analogie do smoleńskiej eksplozji. A rządy ekipy odpowiedzialnej za smoleńską hekatombę nie będą trwały wiecznie, bo jest to historycznie niemożliwe. I w końcu rząd  rzeczywiście polski upomni się o smoleńską krew. Głos wzywający o to dochodzi jednak z obczyzny, z Toronto! Oznacza to, że – wbrew inwigilacji uchodźców – współczesna emigracja, to emigracja – jak pisze Rybczyński – spadkobierców Kazimierza Wierzyńskiego, Zygmunta Nowakowskiego i Ignacego Matuszewskiego ( str.82). Oni występowali w obronie polskiej niepodległości i, na pewno, „bez wyjaśnienia prawdy o katastrofie smoleńskiej Polska nie będzie krajem należącym do grona niepodległych, wolnych państw” ( str.132). I dla mnie to oczywiste.

A z moralnego punktu widzenia należy stać po stronie ofiar Tupolewa – dziś traktowanych przez reżimowe media jak cienie żołnierzy wyklętych – aniżeli przytakiwać „śledczym, którzy są jednym z wielu trybików potężnej machiny kłamstwa, wytoczonej przeciwko narodowi” ( str.103).

Nowa książka Aleksandra Rybczyńskiego poza sprawą smoleńskiego zamachu porusza wiele tematów bliskich naszej tradycji oraz wydarzenia z naszych dziejów. Jest naprawdę mądrym i wzruszającym apelem do rodaków o to, by walcząc o prawdę odzyskać dobre imię naszej Ojczyzny ( str.202) – i jest w tym apelu głębokie umiłowanie polskości, które trafi z pewnością do serc wrażliwych, a jeśli nie wzruszy skamieniałych – niech spadają do dantejskiego piekła. Nie wiem czy powstanie kiedyś piękniejsza księga poświęcona cieniom z Tupolewa, chyba nie jest to już możliwe po „Insurekcji smoleńskiej” Rybczyńskiego. Ale istnieje jeszcze „Przeklęte continuum. Notatnik smoleński” ( Arcana, 2014) Przemysława Dakowicza, książka utrzymana w podobnym duchu i też godna uwagi – a obie przypominają tych, ”których zdradzono o świcie”.

 

Marek Baterowicz

 

 

 

 

1 Comment on Marek Baterowicz o „INSUREKCJI SMOLEŃSKIEJ”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: