Marek Baterowicz – A TO CI KAMIENI KUPA!


remixed-masterpieces-highlight-devastation-in-syria-3 

Od afery podsłuchowej przynajmniej wiemy, co w trawie piszczy. I trudno zbyć te nagrania ( chociaż zdobyte fortelem), bo w końcu uwieczniły one opinie głów ministerialnych, a nie jakichś tam pastuchów czy kloszardów. Poziom tych wypowiedzi jest porażający, uwłacza wszelkim kryteriom poprawności języka oraz zasadom etyki, które w II RP obowiązywały urzędników państwowych. Ba, ale wtedy mieliśmy państwo,   a w dodatku suwerenne, gdy dzisiaj w warunkach zaniku państwa i dalszej degradacji niepodległości obowiązuje już tylko zawołanie: hulaj dusza bez kontusza! I pewnie hasło „kupą mości panowie ( czytaj: towarzysze )”, co jakże pasuje do poczynań układu władzy, wywodzącej się z peerelowskiego matecznika. Jak nie Jaskiernia to Kołodko, jak nie Kwaśniewski to Ciosek, jak nie Oleksy, to Miller, a jak nie Cimoszewicz to Belka! Uśpieni rodacy ( a może dosypano im „szaleju magdalenkowego” ?) lekceważyli sobie te pozostałości reżimu PRL-u, nazywając je…farfoclami, nie dostrzegali jednak że te „farfocle” tworzą doskonale zorganizowany układ. Inni śmiali się – co ci przeszkadza taki np. Oleksy ( kryptonim „Olin”), przecież tak się dziś modli na Jasnej Górze! Po ciemnej przeszłości peerelowscy aparatczycy robili prawie wszystko, by się uwiarygodnić. Doszli do nich nowi działacze – tacy jak Frasyniuk, Borusewicz ( bo i pewni solidarnościowcy nagle zdradzili i przystali do układu III RP), Rokita, Tusk czy Lis ( błysnęli przy obalaniu rządu Olszewskiego i Macierewicza ) – a o Geremku i Mazowieckim nawet tu nie wspomnę, byli filarami tego zamachu stanu. A nad nimi  czujnie  wzniósł parasol ochronny sam Wałęsa, opiewany dziś w zakłamanym filmie przez Wajdę.

A od wielu lat trwa stan trzebienia i wyprzedaży narodowego majątku, co zupełnie przypadkowo oddaje fragment z bajki La Fontaine’a o „Filozofie scytyjskim”:

Scyta, wróciwszy w swoje włości,

Chwyta za sierp, bez przerwy tnie i kosi,

Poleca  swym kumom, głosi wśród sąsiady

Plan powszechnej zagłady.

Usuwa najpiękniejsze gałęzie,

Swój sad bezmyślnie pustoszy,

Nie bacząc na roku pory,

Pogodę, miesiące i niedziele.

Wszystko usycha i więdnie…

I czy nie jest to obrazek Donalda Tuska, który usilnie dewastuje Polskę? Niszczył stocznie, przemysł, kopalnie ( zanim jeszcze dostał nakaz z UE ), nie dba o szpitale i służbę zdrowia, albowiem ich zły stan przyśpieszy wymieralność Polaków, a więc cudzoziemcy wykupią opustoszałe domy. A już sterowanym niewątpliwie bezrobociem wysłał miliony młodych na emigrację, być może na stałe. Platforma ( jakże Obywatelska) tworzy więc przestrzeń życiową dla cudzoziemców.

Inaczej postępuje nowy premier Włoch Matteo Renzi. W przemówieniu otwierającym włoską kadencję w Radzie UE, kilka dni temu, stwierdził, że bez wzrostu gospodarczego nie ma przyszłości. Poza dyskusją jest bowiem to, że nowym pokoleniem wypada dać zatrudnienie. Mówił też Renzi: „Unia Europejska ma sens i przyszłość tylko wtedy, gdy dzieli wartości oraz interesy wszystkich jej obywateli. Nie służy niczemu dzielenie tej samej waluty, jeżeli nie dzielimy tych samych celów”.  Ale czy te słowa – wzięte jakby z elementarza eurosceptyków – zrobią wrażenie na technokratach z Brukseli ii Berlina?

Inny fragment wypowiedzi Renziego natomiast budzi kontrowersje, kiedy postuluje odnaleźć wspólną tożsamość kulturalną dla ludów Europy. Być może w tej trosce o jakąś wspólną „europejskość” ( raczej utopijny to projekt) jest echo zdania Massimo d’Azeglio z r.1861: „Stworzyliśmy Włochy, teraz musimy stworzyć Włochów”. Renzi proponuje też odnaleźć duszę Europy, głębokiego sensu naszego bycia razem. Brzmi to pięknie, ale nie wiemy czy Renzi akceptuje dotychczasowe komponenty owej duszy Europy wraz z jej chrześcijańskimi korzeniami. Nie precyzuje tu do końca swoich myśli, od razu przechodzi do aspektu biurokracji: „Jeśli musimy połączyć biurokracje, to nasza włoska nam całkowicie wystarcza. Należy odnaleźć wspólną tożsamość”… Dyskurs jego dość zręczny wieńczy wniosek: „Europa musi działać razem we wszystkim, ponieważ musi konkurować z wielkimi”. Świetnie, jak mówią Francuzi: „Kto dożyje, to zobaczy!”.

A co postulatu wspólnej tożsamości kulturalnej dla Europy od razu protestowałby prof. Erich Auerbach, który stawiał sprawę zupełnie odwrotnie: „ Felix culpa ( szczęsna wina) rozpadania się ludzkości na wielość kultur jest warunkiem jej istnienia.” ( „Filologia literatury światowej”, 1952).

W tym kontekście obrona naszej narodowej kultury nie jest żadnym grzechem, ani herezją. Szkoda jedynie, że pod naporem peerelczyków kurczy się obszar polskości a rośnie owa „masa etniczna”, która – zdaniem majora Blicharskiego – spycha naród polski na bezdroże. Według jego pesymistycznej oceny ( może zbyt czarnej!) polski naród to zaledwie 5 do 10% całej populacji czy inaczej mówiąc tej etnicznej masy. W takich współczynnikach słowo „niepodległość” elity rządowe studiują w słowniku wyrazów obcych. A ojczyzna i państwo  to dwie rzeczy, które się dziś nie pokrywają – zauważa Blicharski –  i racji mu nie odmówię: jedynie w okresie 1918 – 1939 ojczyzna i państwo stanowiły jedność. Wyłoniona z rozbiorów wspaniałym wysiłkiem militarnym ( a wbrew antypolskiej linii Curzona, narzuconej nam dopiero w Jałcie ) II Rzeczpospolita potrafiła stworzyć państwo godzące wolność narodu i wszystkich obywateli z powagą prawa, a utrzymać się – jak pisał Kukiel – dzięki „rządnej wolności” jak za czasu Konstytucji 3 Maja ( „Dzieje Polski porozbiorowe”, Paryż, Spotkania, 1983, str. 680).

Ba, ale wtedy odrodzenie Polski dokonało się dzięki patriotycznym elitom, dzięki ludziom dla których Polska była najwyższą wartością. A w roku 1989 staliśmy się igraszką „post-sowieckich służb” i to one zmajstrowały nam III RP w oparach wódki w Magdalence, w toastach Kiszczaka i Michnika. Targu dobito przy okrągłym stole, który okazał się trampoliną dla komunistów (  jak pisałem już 9 maja 1989 r.) i przegniłym fundamentem dla pozornego państwa kierującego się nie „rządną wolnością”, ale coraz śmielej stosowaną „bezprawną represją”. To nowe policyjne państwo ( w tym zakresie państwo działa !) pacyfikuje protesty przeciwko „profesorowi z KBW” albo przeciwko bluźnierczym spektaklom w rodzaju „Golgota Picnic” , a ostatnio wzięło się nawet za zmarłych! Oto parę dni temu policja przerwała prace ekshumacyjne przy ulicy Wałbrzyskiej w Warszawie prowadzone przez IPN, aby…zabezpieczyć prochy Żołnierzy Wyklętych! Zabezpieczyć przed kimś ?  Oczywiście nie, raczej zabezpieczyć przed próbami DNA, które pozwoliłoby rozwikłać zagadkę kolejnej masakry z lat stalinizmu.

Prochy pomordowanych przejął zakład pogrzebowy „Styks”, by z błogosławieństwem rządzącego układu post-komuny i policji pochować je raz jeszcze po kryjomu jak zrobiono to za Stalina. Raz jeszcze  władze III RP występują w interesie stalinowskich katów, a nie ofiar peerelowskiego reżimu, co na co dzień podkreślają ogromną różnicą w wysokości emerytur właśnie dla katów i ofiar. Tak, to bez żadnej przesady PRL-bis i ta „kamieni kupa”, dosadnie skomentowana przez ministra, który mógłby w swoim gabinecie powiesić obrazek Dzierżyńskiego.

Marek Baterowicz

ilustracja: Tammam Azzam

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: