Habemus Papam Franciscum


papafranciscoi2

Radość i wzruszenie ogarnęły chyba cały Kościół na wieść o szybkim i jak można sądzić, znakomitym wyborze nowego Biskupa Rzymu. Po nagłej i zaskakującej decyzji o abdykacji Benedykta XVI przeżyliśmy czas niepewności i domysłów. Dobrze, że okres ten trwał tak krótko. Już drugiego dnia konklawe i w piątym głosowaniu kardynałowie wybrali kolejnego „przybysza z dalekiego kraju”, tym razem bardzo dalekiego. I znów na nic zdały się spekulacje „znawców” spraw Watykanu, którzy obstawiali mocno „pewnych kandydatów”. Na ich liście nie było człowieka, który już raz był najpoważniejszym kandydatem na Papieża i ustąpił miejsca jedynie Benedyktowi XVI.

Jezuita z Argentyny Jorge Mario Bergoglio stanął właśnie na czele Kościoła prosząc w pierwszych słowach o modlitwę za swego poprzednika i za siebie. Wielka skromność i ciepło biły z tego wystąpienia. Wielu nie podobało się, że pozdrowił tłumy na Placu Świętego Piotra i wszystkich, którzy oglądali i słuchali go za pośrednictwem mediów, nie chrześcijańskim: ”Laudetur Jesus Christus!”, ale zwykłym świeckim ”dobry wieczór!”. Tymczasem jest to znak, że zwrócił się nie tylko do wierzących. Zasadą zakonu jezuickiego jest także działanie wśród niewierzących, otwartość, nakierowanie również na ludzi będących daleko od Boga. Bo to przecież takim niesie się Ewangelię. Jorge Mario Bergoglio sam kiedyś przeżył nawrócenie, jak czytamy w jego życiorysie.

Ponieważ przyjął jako pierwszy z Papieży imię Franciszka, snuje się domysły, którego ze świętych o tym imieniu przybrał za patrona. Było ich kilku. Sądząc jednak po cechach samego nowo wybranego następcy Piotra, z pewnością nawiązał do dwóch postaci – św Franciszka Ksawerego współzałożyciela zakonu jezuitów do którego sam należy, jednego z największych misjonarzy Kościoła, w tym Indii i Japonii, a także drugiego świętego, który chyba najbardziej zawładnął wyobraźnią ludzkości – Franciszka z Asyżu, stygmatyka, mistyka, piewcy miłości Bożej i ubóstwa, brata wszelkiego stworzenia, założyciela zakonu franciszkanów.

Sam Franciszek I choć poprzez rodziców wywodzi się z Włoch, urodził się w Argentynie i całe życie działał wśród społeczności latynoamerykańskiej, wśród biednych, jest więc przedstawicielem misyjnego nurtu poza Europą. Jego słynna skromność, surowy styl życia (w Buenos Aires podróżował środkami miejskiej komunikacji, przebywał więcej w slumsach niż w kurii i nie lubił gdy zwracano się do niego używając tytułów) nawiązują do franciszkańskiego ducha.

Czy te przypuszczenia są słuszne, przekonamy się niebawem.
Pewne jest, że objął swój urząd w chwili bardzo trudnej nie tylko dla świata, ale także dla samej Kurii Rzymskiej która wymaga pilnych reform i zaradzenia wielu problemom. Wiadomo, że Jorge Mario Bergoglio jest doświadczonym, energicznym organizatorem, poliglotą, intelektualistą.
Czy przyjmie do siebie słowa wypowiedziane kiedyś do Franciszka z Asyżu: „Idź i odbuduj mój Kościół, gdyż cały popada w ruinę!”?

Łódź ma nowego sternika, ale od dwóch tysiącleci popycha ją ten sam wiatr.

Anna Łabieniec

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: