Aleksander Rybczyński – Marsz Niepodległości


 

 

SONY DSC

Marsz Niepodległości nie rozpoczął się, ani nie zakończył 11 listopada. Ten marsz trwa niezależnie od kalendarza i historycznych zawieruch, trwa od pokoleń, kolejnych generacji, dla których Polska nie jest tylko miejscem zamieszkania, pograniczem Europy, „medalionem u szyi Bałtyku, schowanym pod butem Rosji” (jak pisał Wacław Iwaniuk w wierszu „Kartagina”).

Marsz mojej generacji rozpoczął się, tak jak marsz „Pierwszej Kadrowej”, na krakowskich Błoniach, podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny w 1979 roku. Nie było wtedy można mówić, o jakichkolwiek niepodległościowych sentymentach, ani patriotycznej więzi, ale nawet wyspecjalizowane, telewizyjne oddziały szturmowe Macieja Szczepańskiego nie odważyły się nazywać nas, jak współczesna „Gazeta Wyborcza”, faszystami: ględzono za to w kółko o „zgromadzeniach wiernych”. Trzeba przyznać, że był to niezamierzony wyraz największego uznania – wszyscy wtedy byliśmy bowiem, za przesłaniem Zbigniewa Herberta, „wierni”, i poszliśmy na papieskie zgromadzenia, na papieski szlak Boga, Honoru i Ojczyzny.

Nie wszystkie marsze niepodległości kończyły się pokojowo, najbardziej krwawy przebieg miały tak zwane „wydarzenia grudniowe” 1970 roku, kiedy to stoczniowcy nieśli na drzwiach ciało zamordowanego Zbigniewa Godlewskiego, zapamiętanego jako Janek Wiśniewski ze słynnej pieśni Krzysztofa Dowgiałło. Był on jedną z dziesiątek ofiar pacyfikacji strajku na Wybrzeżu. Ktoś mógłby zakwestionować kojarzenie protestu, wywołanego drastycznymi podwyżkami cen z dążeniami niepodległościowymi, ale przecież wolność zaczyna się przy stole kuchennym, przy poszanowaniu wolności słowa – w najbardziej podstawowej sferze godnych warunków życia.

Kolejną stacją krzyżowej, niepodległościowej drogi była pacyfikacja kopalni „Wujek” w Katowicach. I jak pisał Maciej Bieniasz „szły pancry, szły pancry na Wujek” – przeciw naszemu marszowi. Winni tej cynicznej egzekucji do dzisiaj pozostają bezkarni, zasilając całą hojnie emerytowaną armię komunistycznych zbrodniarzy i „ludzi honoru”. Był to dopiero początek stanu wojennego i mord na górnikach z „Wujka” był ostrzeżeniem dla społeczeństwa, że żadnych protestów, żadnych pochodów WRON-a tolerować nie będzie. Mimo to w całej Polsce dochodziło do regularnych patriotycznych demonstracji w „miesięcznice” 13 grudnia 1981 roku. Miały one zwykle podobny przebieg. Po mszy w intencji Ojczyzny i odśpiewaniu „Boże coś Polskę” formowały się demonstracje, mniej, lub bardziej brutalnie pacyfikowane przez znienawidzone ZOMO. Junta wojskowa sowieckiego generała Jaruzelskiego uciekała się do najwymyślniejszych sposobów, by zatrzymać społeczeństwo, a szczególnie młodych, w domach przed telewizorami. Pamiętam, jak 13 maja 1982 roku w trakcie planowanych mszy za Ojczyznę, wyświetlono słynny, „kultowy” film „Easy Rider”.

Czasami, by zademonstrować solidarność, patriotyzm i zaprotestować przeciwko wojnie, wypowiedzianej w 1981 roku narodowi schodzono pod ziemię – zupełnie dosłownie. Przykładem jest tutaj heroiczny strajk górników z kopalni „Piast”, którzy przez dwa tygodnie, nieugięcie trwali 650 metrów pod ziemią. Ta „armia podziemna” wystawiona przeciwko zmotoryzowanym oddziałom generałów po moskiewskich akademiach mogła odnieść tylko moralne zwycięstwo. Jej determinacja poruszyła jednak całą Polskę, niestety nie na tyle, by powstrzymać upadek kraju, rzuconego na kolana.

Wielu z nas mieszka za granicą i kiedy wydawało się, że po rozmowach okrągłego stołu i zburzeniu berlińskiego muru odzyskaliśmy niepodległość, patriotyczne uroczystości miały charakter symboliczny i mało kto przywiązywał do nich wielkie znaczenie. Po zamachu 10 kwietnia 2010 cała optyka się zmieniła. Każdy gest, każdy głos protestu, wołanie o prawdę, każda wzniesiona w niebo polska flaga zbliża nas do odzyskania godności i narodowej dumy, sponiewieranej przez serwilizm rządzącej ekipy. Marsze niepodległości, marsze manifestacji przywiązania do wartości, przekazanych nam przez pokolenia dumnych przodków, przechodzą dzisiaj przez ulice Warszawy i ulice wielu innych polskich miast, a także miast na obczyźnie; wszędzie tam, gdzie żyją Polacy. Są wyrazem naszego wspólnego porozumienia, sprzysiężenia, którego celem najwyższym jest ojczyzna prawdziwie wolna i niepodległa. Zbudowana na prawdzie. By ten cel osiągnąć, musimy być niezłomni, niezależnie od tego, w jak odległe strony globu los nas rzucił. Musimy być wolni, wolni od wygody konformizmu, byśmy mogli pozostać Polakami wśród narodów Europy i świata. By nasi bohaterowie, którzy utracili życie na polach bitewnych, wszyscy zdradzeni o świcie strzałem w tył głowy, obrabowani z młodości i zdrowia w stalinowskich więzieniach, bezimiennie zamordowani i pochowani w zbiorowych mogiłach, ci którzy całym życiem i w godzinie śmierci dawali świadectwo, a także polegli w „zwykłym wypadku lotniczym” – na zawsze odzyskali godne miejsce w historii, w naszej pamięci i naszych sercach.

Ostateczne zwycięstwo zawsze będzie po stronie sprawiedliwych. Nawet jeżeli ( by strawestować raz jeszcze Herberta) „ocaleje tylko jeden / on będzie niósł Polskę po drogach wygnania / on będzie Polską”
Stawi czoło „najgorszej ze wszystkich twarzy zdrady”
Ukrytej w smoleńskiej mgle.

Aleksander Rybczyński

(2012)

fot.Aleksander Rybczyński

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: